Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

Nie kupię drugich strun głosowych

Rozmowa z Tomaszem Piluchowskim - 1/7 Adasia Miauczyńskiego

Tomasz Piluchowski
Tomasz Piluchowski

Zagra Pan w operze "Dzień świra" Hadriana Filipa Tabęckiego, która swoją premierę na deskach Teatru Wielkiego będzie miała 29 stycznia. Jest Pan młodym człowiekiem, który wiele już osiągnął w życiu zawodowym. Takie życie to chyba ciągłe wyjazdy, mieszkanie na walizkach. Jak udaje się Panu pogodzić prywatność z pracą?
Osobiście nie jestem związany etatowo z żadną instytucją, więc podróżuję tam, gdzie jestem zapraszany na koncerty i produkcje operowe. Życie śpiewaka można podzielić na okresy wyjazdów i na ten czas spokojniejszy, kiedy jest się w domu. Mieszkam w Warszawie i tam spędzam chyba najwięcej czasu, zarówno tego wolnego, jak i występując na deskach Teatru Wielkiego - Opery Narodowej. Teraz przygotowuję premierę w Poznaniu, wiosną czekają mnie premiery w Warszawie, a później w Operze Bałtyckiej w Gdańsku. Cały czas będę jednak wracał do Poznania na występy w "Dniu świra", więc znowu zacznie się podróżowanie. Może rzeczywiście czasem moje życie wygląda jak życie na walizkach, ale bycie takim wolnym strzelcem ma swoje plusy i minusy. Można się do tego przyzwyczaić.
W trakcie castingu "na świra", jury jednogłośnie stwierdziło, że zwycięzca musi mieć coś z filmowego Adasia Miauczyńskiego. Przede wszystkim - trochę szaleństwa. Wiemy od Marka Koterskiego, jak wygląda dzień Adama Miauczyńskiego w wykonaniu Marka Kondrata. A jak wygląda dzień Tomasza Piluchowskiego?
Kiedy jest tak jak teraz, że trwają przygotowania do premiery w operze, to trzeba być zdyscyplinowanym. Codziennie wstaję wcześnie rano. Śniadanie, prysznic i już trzeba iść do teatru na poranną próbę. Cykl prób wygląda zazwyczaj tak, że pracujemy od 10 do 14 i od 18 do 22. W środku dnia jest kilka godzin przerwy. To czas na obiad i chwilę odpoczynku. Takie dni są bardzo pracowite. Jeśli zaś nie ma prób i spektakli, to spędzam dzień całkiem zwyczajnie. Odpoczywam, ćwiczę, uczę się nowych utworów, także pracuję.
Ma Pan jakieś inne zainteresowania?
Lubię chodzić do kina i do teatru. Podglądam wówczas trochę aktorów, podpatruję ich. Czytam.
Jakie kino Pan lubi?
Polskie kino. Cenię filmy Jana Jakuba Kolskiego, Agnieszki Holland, Wojciecha Smarzowskiego, Pawła Sali... Ostatnio pojawiło się kilka ciekawych polskich produkcji.
A filmy Koterskiego?
Również je lubię.
Pamiętamy kreację Marka Kondrata w "Dniu świra". Czy Miauczyński będzie taki sam na scenie, jak na ekranie?
Absolutnie nie będzie to kreacja podobna do tej Marka Kondrata. Przede wszystkim w wersji operowej jest siedmiu świrów, tak więc nie tylko ja będę Adasiem. Każdy z nas jest inną częścią jego charakteru. Ja na przykład jestem maminsynkiem!
Czy przed castingiem wiedział Pan, że będzie Pan maminsynkiem, a nie na przykład romantycznym, wkurzonym, natrętnym czy depresyjnym "ja" bohatera?
Nie wiedziałem, że staram się o tę akurat rolę. Reżyser Igor Gorzkowski rozdzielił między nas wcielenia Adasia Miauczyńskiego dopiero wtedy, kiedy miał już wykonawców wszystkich siedmiu ról. Mnie zaproponował właśnie maminsynka.
Posiada Pan najwięcej cech z maminsynka i stąd wybór reżysera?
Z pewnością nie mam najwięcej z maminsynka. Myślę, że z każdego ''ja'' mam po trochu. W spektaklu połączone jest "ja" refleksyjne, depresyjne, wkurzone, bardzo nowoczesne, natrętne, maminsynek i drażliwe. Każdy może odnaleźć w sobie jakąś cechę ze wszystkich tych wcieleń Adama.
Jak wyglądał casting? Przypominał te emitowane w telewizji przesłuchania do programów muzycznych? Trochę szumu przy tym było.
Castingi operowe wyglądają inaczej niż te w telewizji. Przygotowuje się zwykle dwa, trzy utwory dowolne lub też z konkretnych oper (o tym już decyduje teatr organizujący takie przesłuchanie), przyjeżdża się i śpiewa. Po prostu.
Czy od razu w trakcie przesłuchań członkowie jury, czyli Małgorzata Bogdańska, Hadrian Tabęcki, Tomasz Jacyków i Marek Koterski, wyrażali swoje opinie na temat tego, co Panowie im zaprezentowali?
Powiem szczerze, że ja spotkałem się z samymi miłymi reakcjami ze strony jury, choć nikt nie mówił od razu, czy jest na tak, czy na nie, co robię dobrze, a co źle. Nie było żadnych wiążących decyzji na gorąco. O tym, że wygrałem, że najbardziej im się spodobałem, dowiedziałem się chyba dopiero po tygodniu czy nawet po dwóch.
Dlaczego wybierano tylko jednego aktora, a nie siedmiu, skoro tylu Panów gra postać Adama?
Czterech "świrów" to soliści etatowi w Teatrze Wielkim w Poznaniu, a dwóch kolegów, podobnie jak ja, będzie występowało w tym spektaklu gościnnie. Myślę, że casting miał służyć reklamie i nagłośnieniu tego wydarzenia.
A jak z wiernością wobec filmu? Czy to ta sama historia, te same motywy? Podobno pojawią się cytaty, włącznie z wulgaryzmami, z tego kultowego dzieła Koterskiego?
Scenariusz filmowy jest librettem. To ta sama historia. Ze względu na czas wycięto parę scen, ale wszystkie motywy zostały zachowane, łącznie ze specyficznym, niekiedy bardzo wulgarnym językiem Adasia Miauczyńskiego. Opera podzielona jest na trzy akty. Całość z przerwami zajmie około trzech godzin.
Na scenie pojawi się poznański zespół Audiofeels, który zaistniał dzięki programowi "Mam talent". Jaką funkcję będzie pełnić zespół w spektaklu? Klasyczna orkiestra to nie jest.
Koledzy z zespołu Audiofeels będą komentatorami wydarzeń na scenie, takim głosem wewnętrznym Miauczyńskiego.
A kostiumy? Czy są gotowe? Tomasz Jacyków w jednej z wypowiedzi w trakcie castingu powiedział, że on na przykład chciałby, żeby Adam Miauczyński był szczupły, bo wtedy będzie mu łatwiej uszyć kostium.
Zawsze tak jest, że dla smukłego łatwiej coś uszyć, ale my jesteśmy różni. Mamy różne kształty, figury. "Świry" mają klasyczne, współczesne kostiumy. Mam mieć koszulę, sweter i spodnie. Były już jakieś przymiarki, ale ostatecznej wersji stroju jeszcze nie widziałem.
Adaś miał swoje życiowe zasady, tak zresztą jak wielu z nas. Czy Pan ma swoje credo?
Nie wiem. Nie mam takiej jednej zasady. Staram się żyć normalnie, dokonywać takich wyborów i podejmować takie decyzje, z których będę zadowolony, które będą powodowały, że i ja, i ludzie dookoła, będą szczęśliwi i uśmiechnięci.
Czy z głosem jest tak jak ze skrzypcami? Trzeba cały czas ćwiczyć?
Tak. Porównać to można też do pracy sportowców. Jak się zaniedba mięśnie, nie trenuje się jakiś czas, to potem trudno wrócić do formy. Jeden dzień przerwy nie zaszkodzi, ale większe zaległości są zauważalne. Chcę zaznaczyć, jak bardzo trudny, wymagający i stresujący jest zawód śpiewaka! Nas śpiewaków traktuje się nieraz jak dziwaków, którzy bez przerwy tylko coś sobie mruczą, sprawdzają głos, obwiązują się szalikami, chuchają na siebie i dmuchają! Może zdarza się, że jesteśmy trochę przewrażliwieni na punkcie swojego głosu, ale dzieję się tak dlatego, że ten głos jest naszym narzędziem pracy. Jedynym i niewymiennym. Skrzypek - czy każdy inny instrumentalista - może zmieniać swój instrument wiele razy - my nie mamy takiej możliwości! Drugich strun głosowych nie kupimy, muszą nam wystarczyć w dobrej kondycji na długie lata! A to nie jest takie proste.
Na nasze śpiewanie ma wpływ bardzo wiele czynników: pogoda, temperatura, klimatyzacja, odpowiednia ilość snu i wypoczynku, choroby. Nasze prywatne życie, zwłaszcza jakieś nieprzyjemne i stresowe wydarzenia, również odbijają się na głosie. Dlatego troska o głos jest taka ważna, by zawsze brzmiał świeżo, czysto i pięknie.
Tak więc chciałbym zaapelować o zrozumienie dla śpiewaków. Śpiewacy to nie dziwacy!

Rozmawiała Monika Nawrocka

Napisz do redakcji: kulturapoznan@wm.poznan.pl


Załączniki