Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

Modele to twoi przyjaciele

- Zależy mi na tym, aby z tymi, z którymi się konfrontuję, nawiązać nić przyjaźni. Staram się o to, aby być blisko tych ludzi - mówi Jindřich Štreit *, czeski fotograf, którego słynną wystawę "Gdzie jest mój dom" oraz wybór z prywatnej kolekcji sztuki współczesnej można oglądać w CK Zamek.

.
Wystawa zdjęć profesora Jindřicha Štreita - czynna w CK Zamek (fot. J. Januchowska)

Czy mógłby Pan wyjaśnić, dlaczego zdecydował się Pan na realizację cyklu "Gdzie jest mój dom"?

Jestem fotografem, który zajmuje się problematyką społeczną - a bezdomność jest właśnie jednym z takich tematów. Ten temat został już "sprofanowany", był wielokrotnie podejmowany. Nie dlatego się nim zająłem, po prostu mnie w pewien sposób pociągał. Zacząłem robić te fotografie w latach 2013-14 i tak bardzo mnie zaabsorbowała bezdomność, że poświęciłem jej kolejne cztery lata.

Potem wydałem eksperymentalną książkę, która została uznana w Czechach za najpiękniejszą książkę roku 2016. Gdy trwały rozmowy z Zamkiem odnośnie wyboru wystawy - padła decyzja, że właśnie ten cykl zostanie zaprezentowany.

Pana fotografie posiadają wyjątkowy autentyzm. Co Pan robi celem stworzenia zdjęć, na których nie widać sztuczności i tego, że przed osobą portretowaną stoi człowiek z aparatem i go w tym momencie fotografuje?

To wiąże się ze sposobem mojej pracy. Zależy mi na tym, aby z tymi, z którymi się konfrontuję, nawiązać nić przyjaźni. Staram się o to, aby być blisko tych ludzi. Przygotowanie do fotografii zajmuje sporo czasu. Na bazie tak zbudowanego kontaktu ludzie z tobą będą współpracować. To już nie modele i osoby nieznajome, a ludzie, z którymi się dobrze znasz. Na taki efekt pracuje się długo - trzy, cztery lata, czasem nawet pięć czy dziesięć. To właśnie czas jest tu najważniejszy. Fotografujesz tych ludzi potem już jako swoich przyjaciół. Zdjęcia są dzięki temu naturalne.

Podejmował Pan w przeszłości wiele trudnych tematów, jak niepełnosprawność. Jak nakłaniał Pan ludzi do tego, aby zgodzili się, by wszedł Pan w ich prywatność i intymność?

Robię bardzo dużo zdjęć i w dobrym porozumieniu z osobami fotografowanymi. To proces, gdy i ci ludzie mnie poznają, i ja ich poznaję. Właśnie w ten sposób działam.

Na jakim sprzęcie pracował Pan w przeszłości, a jakiego używa obecnie?

Bardzo długo fotografowałem Leicą, ale później zdecydowałem się na aparat cyfrowy, Canon.

Czy to coś zmieniło w Pana pracy?

Przez wiele lat byłem fotografem analogowym, robiłem czarno-białe zdjęcia. Teraz używam techniki cyfrowej, bo chcę posługiwać się również i kolorem. Barwa ma mi pomóc uzyskać efekt naturalności. Chodzi też o to, aby na zdjęciach było widać, że nie zostały zrobione przed laty, nie pochodzą z archiwów i są współczesne.

Jakie wskazówki miałby Pan dla osób, które, podobnie jak Pan, chciałyby zajmować się fotografią dokumentalną?

Aby dbać o naturalizm - dużo fotografować ludzi tam, gdzie oni żyją. Aby spędzać z nimi czas, być z nimi - dzięki temu nie będą się chowali, gdy się fotografuje. Aby być akceptowanym przez innych jako człowieka. To jest najważniejsze.

Co Pana inspiruje jako fotografa?

Przede wszystkim życie. To, jak żyjemy i to, co w sobie nosimy.

Co Pana popchnęło do wystawiania sztuki współczesnej i tworzenia kolekcji?

Żyłem w bardzo małej miejscowości. Zauważyłem, że nie ma tam dostępu do sztuki współczesnej. Gdy przyjeżdżałem do Ołomuńca poznawałem ludzi i namawiałem ich, by wystawiali się w mojej miejscowości. Ja im dawałem swoje fotografie, a oni własne dzieła. Tak się zaczęła tworzyć moja kolekcja.

Czy nadal poszerza Pan kolekcję?

Minimalnie, przy okazji wystaw. Trochę mi prac ubywa, a trochę przebywa. Ale nie chcę zbierać dzieł, by stworzyć wielką kolekcję. Nie zdobywam sztuki po to, aby nią handlować - kupować obrazy i sprzedawać po dwukrotnie wyższej cenie. Nie interesuje mnie to. To raczej moje hobby. Interesuje mnie szeroko surrealizm, abstrakcja czy konceptualizm. Nie zbieram dzieł z konkretnego kręgu sztuki.

Czym obecnie się Pan zajmuje?

Teraz pracuję nad cyklem o więzieniach - kontaktuję się z kapelanami i podróżuję z nimi do wiernych w więzieniach. Drugi mój wielki cykl dotyczy hospicjów i tym, którzy w nich umierają. Inny cykl dotyczy ratowników karetek pogotowia.

To bardzo trudne tematy - wiele emocji jest u tych osób, ale pewnie i u Pana, gdy Pan z nimi jest i towarzyszy im?

Tak.

rozmawiał Marek S. Bochniarz

* Jindřich Štreit - urodzony w 1946 roku w Vsetínie czeski fotograf i pedagog, autor wielu cykli i książek fotograficznych, prezentowanych na całym świecie. Gdy zaczął się zajmować fotografią dokumentalną, proponowany przez niego rodzaj realistycznego ukazywania codziennego życia wiejskiego w regionie Bruntál nie mieścił się w doktrynie realizmu społecznego. Štreit stał się kronikarzem czechosłowackiej codzienności, a zarazem był kontynuatorem tradycji wiejskiego nauczyciela, który uczy młodych kultury. W tym celu uczynił też ze szkoły w Sowińcu galerię sztuki współczesnej. Poza tematami wiejskimi, profesor dokumentował też wybory czechosłowackie z 1981 r. - i to za portrety prezydenta został oskarżony o zniesławienie kraju i głowy państwa. Otrzymał wyrok w zawieszeniu, a także zakaz wykonywania zdjęć. Dopiero po Aksamitnej Rewolucji został zrehabilitowany. Od 2010 roku wykłada fotografię na uniwersytecie w Opavie.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019