Kultura Poznań.pl

Książki

opublikowano:

Widziałem wojnę

- Starałem się jak najwierniej oddać klimat tamtych niezwykłych lat, ale także życie codzienne miasta - wygląd ulic, zajęcia i przyjemności mieszkańców, a także kryminalne historie. Przeczytałem i przeanalizowałem wiele książek, artykułów, sięgałem do archiwów, oczywiście internetu, starych zdjęć - opowiada Bartłomiej Marcinkowski*, zwycięzca konkursu na powieść o powstaniu wielkopolskim.

.
Bartłomiej Marcinkowski, fot. Marta Stachowska

Kiedy w Odwachu odbierał Pan nagrodę za najlepszą powieść o powstaniu wielkopolskim, z uśmiechem zwrócił się Pan do córki - licealistki, że tym razem chyba szybko przeczyta książkę... Pan w jej wieku dużo czytał?

Bardzo. A zaczynałem bardzo wcześnie, mając pięć lat, bo bardzo chciałem dorównać starszemu o półtora roku bratu, który - nawiasem mówiąc - jest pierwszym czytelnikiem i recenzentem moich książek.

Czyli ma Pan już pisarskie doświadczenie.

Pierwszą moją książkę - Rozgrywkę - napisałem trzy lata temu i podobnie jak w nagrodzonym Powstaniu są tam autentyczne postacie - Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak, klimat lat 80., no i powieściowa fikcja.

Do przeczytania zachęca świetna okładka: na powiększonej, wyrazistej  twarzy  umieszczony jest Pałac Kultury, widać też czarną sylwetkę mężczyzny, która zapowiada jakąś tajemnicę...

Po doświadczeniach z wydaniem tej książki jestem gorącym zwolennikiem konkursów. Nie trzeba prowadzić żadnych rozmów z wydawcą, czekać na odpowiedź, recenzje etc. Wystarczy mieć pomysł, odwagę, chwycić za pióro i...

I zwyciężyć. Powstanie ukaże się za kilka miesięcy, na setną rocznicę naszego zwycięstwa. Co skłoniło Pana do pisania?

To było całkiem niedawno, kilka lat temu. Sięgnąłem po bardzo popularne książki Katarzyny Bondy i po przeczytaniu kilkudziesięciu stron stwierdziłem, że chyba też umiałbym tak pisać. Postanowiłem więc zaryzykować. Ciekaw jestem, czy moje książki zainteresują panią Moszkowicz, polonistkę z podstawówki, której dużo zawdzięczam, i moich profesorów z UAM. Kończyłem politologię, która - moim zdaniem - daje dobry ogląd współczesności, ale magisterkę pisałem z historii - o gen. Sosabowskim. Największym jej walorem były nie tyle rezultaty poszukiwań archiwalnych, ile dotarcie do rodziny generała. Zyskałem przychylność wnuka, który przez wiele lat mieszkał w Londynie, mówi po polsku, był bardzo serdeczny i ucieszony moją pracą.

Ma Pan duże szczęście, może nie aż takie jak Karol Skałecki, bohater Powstania.

Poznaniak, który żeby nie walczyć w pruskim wojsku, zaciąga się do Legii Cudzoziemskiej, przeżywa wiele dramatycznych zdarzeń...

Opisy walk są tak przejmujące, jakby był Pan ich świadkiem.

Wojnę widziałem w Bośni. Uczestniczyłem w niej jako żołnierz, wywarła na mnie ogromne wrażenie. Nie do zapomnienia. Mogłem więc opisać w powieści inną wojnę, w innym czasie, ale tak samo okrutną i tragiczną. Nad Powstaniem pracowałem bez przerwy przez trzy miesiące. Odciąłem się od wszystkiego, maksymalnie skoncentrowałem, pisałem cały rozdział i czytałem dopiero po jego skończeniu. To moja wypróbowana już metoda. Oczywiście ten szybki proces pisania poprzedził namysł nad całą konstrukcją, dokładny scenariusz. Bo oprócz historycznego tła jest i fabuła, starałem się, żeby była jak najbardziej atrakcyjna, bo wiem, że tylko dzięki ciekawej opowieści można trafić do współczesnego czytelnika. Jest więc u mnie i miłość, i zdrada, są niezwykłe przygody, zwroty akcji...

Starałem się jak najwierniej oddać klimat tamtych niezwykłych lat, ale także życie codzienne miasta - wygląd ulic, zajęcia i przyjemności mieszkańców, a także kryminalne historie. Przeczytałem i przeanalizowałem wiele książek, artykułów, sięgałem do archiwów, oczywiście internetu, starych zdjęć. Chyba najwięcej dała mi lektura książki Marka Rezlera o powstaniu, ale przestudiowałem też sporo materiałów o Legii Cudzoziemskiej, bo w niej służył mój bohater, o broni używanej podczas Wielkiej Wojny i miejscach walk. Bardzo chciałem się dowiedzieć, jak wyglądał statek, którym Paderewski przypłynął do Gdańska. Chociaż zebrałem mnóstwo wiadomości o powstaniu i aurze tamtego czasu, gdy przyszło do samego pisania, musiałem narzucić sobie żelazną dyscyplinę, ale jak przystało na byłego oficera Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego - nie było to niemożliwe ani nawet zbyt trudne. Patrzy pani na mnie ze zdziwieniem... Więc się przedstawię: mam 45 lat, nadal pracuję, ale już poza służbami, teraz w Warszawie wykorzystując swoje zawodowe doświadczenie. Nagrodzoną książkę pisałem między jedną a drugą, tą nową, pracą.

Jury zwróciło uwagę m.in. na styl, sposób narracji, żywe dialogi. Dla mnie chyba najciekawsza była rozmowa  między Piłsudskim a Korfantym. Argumenty obu stron, inne polityków z Wielkopolski, inne z wolnej już dawnej Kongresówki i Galicji, niepewność i dramatyzm sytuacji... Żeby tak pisać, trzeba było  - tak sądzę - przeczytać wiele książek. Połykał je Pan od najmłodszych lat. A które najchętniej?

Nie było wśród nich ani Sienkiewicza, ani Kraszewskiego. Za to fascynowali mnie Dumas, Hugo, a przede wszystkim Dostojewski i Bułhakow. Do tych dwóch ostatnich wracałem wiele razy i nadal wracam. Nie wciągnął mnie Hemingway. A z polskich pisarzy to Tyrmand i Hłasko, może jeszcze Łysiak.

Teraz Polacy coraz rzadziej sięgają po książki...

Bo jest więcej możliwości: oprócz książek w tej tradycyjnej postaci są przecież audiobooki, filmy, gry planszowe, warsztaty, rekonstrukcje, atrakcyjnie organizowane pokazy, a sądząc po produkcji wydawniczej, apetyt na słowo drukowane raczej wzrasta.

Jest więc Pan optymistą?

Tak. Myślę, że podobnie jak inni uczestnicy tego konkursu. Podejmując decyzję o przystąpieniu do niego, chciałem przede wszystkim, by nasze powstanie przebiło się do szerszej świadomości. Przecież ze wszech miar na to zasługuje, a nawet my, Wielkopolanie, za dużo o nim nie wiemy. Przekonałem się o tym, rozmawiając z moimi poznańskimi kolegami. Tymczasem powstanie jest dowodem i na dobrą organizację, i fantazję, grę sprzecznych nieraz interesów, niespodziewanych wydarzeń, wielkiej ofiarności i wiary w zwycięstwo. Tylko o tym wszystkim trzeba opowiedzieć, znając wymagania i przyzwyczajenia współczesnych czytelników. A wtedy nie powiedzą, że historia jest nudna. Wręcz przeciwnie. O naszej walce i zwycięstwie nie powstało tak wiele wierszy, pieśni, obrazów, legendarnych opowieści jak o kadrówce czy Legionach. Ale to nie znaczy, że zwycięstwo spadło nam z nieba, bez trudu, przygotowań, ofiar. Mieliśmy szczęście, że rozpadły się zaborcze imperia, ale przecież przez ponad sto lat marzyliśmy, by wybić się na niepodległość, cały czas była ona naszym celem. I walczyliśmy o nią - raz po raz szablą, a wytrwalej i skuteczniej przez oświatę, dziesiątki organizacji, budowanie nowoczesnej gospodarki, umiejętne wykorzystywanie prawa. A moja powieść mówi o końcowym, zwycięskim akordzie tych długich lat starań.

rozmawiała Grażyna Wrońska

*Bartłomiej Marcinkowski  urodził się i mieszka w Poznaniu, politolog i historyk, absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Emerytowany oficer służb specjalnych wolnej Polski, weteran działań wojennych. Pisać zaczął po czterdziestce, jego ulubionym autorem jest Dostojewski, a książką Fabryka oficerów Kirsta.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018