Kultura Poznań.pl

Książki

opublikowano:

Nie przepadam za długimi wierszami

- Utwory w Końcu lata starałam się maksymalnie kondensować, nie umieszczać w książce rozwodnionego kawałka dla jednej konkretnej frazy. Myślę, że w debiucie zabrakło takiej wstrzemięźliwości - zależało mi więc, żeby druga książka była inna - mówi poetka Joanna Żabnicka*. Jej drugi tomik poezji ukazał się niedawno nakładem Wydawnictwa WBPiCAK.

.
Joanna Żabnicka, fot. archwium prywatne

Trzy lata po Pani pierwszej książce poetyckiej Ogrodnicy z Marly dostajemy Koniec lata. Debiutancki tomik powstawał dłużej. Czym różni się praca nad pierwszą i drugą, a może i kolejnymi, książkami?

Praca nad obiema książkami w zasadzie przebiegała podobnie, może z tą różnicą, że przy wydawaniu Końca lata byłam spokojniejsza - wiedziałam już np., jakie jest następstwo prac redakcyjnych i że opóźnienia są w nie wliczone. Przy tej książce zdecydowanie też więcej wykreślałam, rezygnowałam z fragmentów i całych wierszy bez większego żalu, co przełożyło się na objętość tego tomiku. Koniec lata w ogólnym zarysie miałam gotowy w momencie debiutu, dałam więc sobie sporo czasu na szlifierkę.

Nie można powiedzieć, że w Ogrodnikach z Marly zwierzęta się nie pojawiają, jednak bez wątpienia był to tomik bardziej "ludzki". W Końcu lata część wierszy poświęciła Pani sytuacji owadów, ptaków. Skąd taki zwrot? Na co chciała Pani zwrócić uwagę?

Nie wydaje mi się, żeby Ogrodnicy... byli ludzcy, tzn. nie jestem pewna, czy postaciami byli w nich ludzie, więc trudno odpowiedzieć mi na pytanie o zwrot. Rzeczywiście, motywy zwierzęce pojawiają się w mojej drugiej książce częściej i starałam się, żeby te figury nie były tylko przypadkowym ozdobnikiem, a konkretnym umocowaniem wiersza. Rodzaj obecności świata fauny w naszej codzienności się zmienia - w ostatnich latach zwierzęta coraz częściej pojawiają się w różnego rodzaju wiadomościach jako współmieszkańcy w defensywie, niedający sobie rady w zanieczyszczonym środowisku lub przeciwnie - korzystający np. z ludzkich śmietników tak ściśle, że bez nich niemal nie są w stanie się wyżywić. Paraliżuje świadomość, że niemal codziennie bezpowrotnie ginie jeden gatunek - to jak wielkie odliczanie, odliczanie do naszego końca. Coraz więcej ludzi zdaje się to rozumieć, ale to wciąż za mało.

Przy okazji wspomnę o artykule na temat bocianów, na który natrafiłam jakiś czas temu, a który bardzo mnie zdumiał. Tekst utrzymany był w tonie świętego oburzenia rodem z gazet plotkarskich i mówił o tym, że to nieprawda, że bociany są wierne. Sensacja! Wszystko, o czym nas uczono od przedszkola, to bujda, ostatni wzorzec moralny padł...! Chciałabym, żebyśmy zaczęli traktować nasze środowisko ciut poważniej.

Sytuacja zwierząt jest nie najszczęśliwsza, ale spoglądając w tomik, kondycja człowieka również nie należy do najlepszych: "my rozpadamy się już", "człowiek umiera", w tle samotni mieszkańcy klatek schodowych. Co więcej, wygląda na to, że sam doprowadził siebie i planetę do tego stanu na krawędzi katastrofy. Czy wraz z końcem lata kończy się antropocen, czas dominacji człowieka?

No widzi Pani, nie miałam pojęcia, że o wydarzeniach na taką skalę piszę! Ulegamy rozkładowi - no tak, człowiek umiera - nie ma innego wyjścia, samotność w mieście - nic nowego. Nie wydaje mi się, żebym kondycję ludzką rysowała w szczególnie ciemnych barwach. Chociaż czasem, w przypływie złości na ludzką głupotę, myślę sobie, że jak żaden inny gatunek zasłużyliśmy na wyginięcie.

W kilku miejscach zdradza Pani swoje inspiracje dla tego tomiku: Boznańską, Białoszewskiego (pośrednio tylko, przez książkę Jacka Kopcińskiego Gramatyka i mistyka), biblijne opowieści. Czy może jeszcze ktoś/coś na "b"?

Byłoby bardziej brawurowo brać bajeczne "e" na inspirację?

Większość Pani wierszy jest zaledwie kilku-, kilkunastowersowa. Dlaczego zdecydowała się Pani na taką formułę poetycką?

Nigdy nie przepadałam za długimi wierszami. Utwory w Końcu lata starałam się maksymalnie kondensować, nie umieszczać w książce rozwodnionego kawałka dla jednej konkretnej frazy. Myślę, że w debiucie zabrakło takiej wstrzemięźliwości - zależało mi więc, żeby druga książka była inna.

Oprócz tego, że pisze Pani wiersze, to również propaguje Pani poezję, zwłaszcza tu u nas, lokalnie, w Poznaniu. Do niedawna organizowała Pani spotkania "Poezji naStanie" w jednej z poznańskich księgarń oraz cykl "Wierszostań!", który odbywał się w Teatrze Polskim.

Myślę, że propagowanie to zbyt duże słowo. Prowadzenie spotkań w moim wypadku wynikało trochę z ciekawości, trochę z chęci sprawdzenia się w takiej roli, a po części z potrzeby rozmawiania o poezji. To było zaledwie kilka lekcji, choć nie przeczę, że bardzo wartościowych dla mnie. W tej chwili nie mam w zanadrzu żadnego podobnego działania, może jeszcze kiedyś wrócę do tematu.

Światło pod drzwiami ścieka z progu, będzie

trudno podnieść się ze snu. Obecność wymyka się

jak gibki kelner z nieistniejącej kawiarni, wychyla

się skądś z telefonem na tacy

i szepcze poważnie: "Przepraszam,

marność do pana, sir".

Whiskey on the rocks, wiersz z tomu Koniec lata

rozmawiała Weronika Najmowicz

*Joanna Żabnicka - opublikowała tomiki Ogrodnicy z Marly (2016) i Koniec lata (2019). Ten pierwszy był nominowany do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius w kategorii debiut. Laureatka Medalu Młodej Sztuki i Stypendium Artystycznego Miasta Poznania dla młodych twórców, dzięki któremu ukazał się drugi tomik.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019