Kultura Poznań.pl

Książki

opublikowano:

Międzywymiarowe podróże literackie

Cieśniny Wojciecha Nowickiego, pisarza, fotografa i podróżnika, to książką, która zachwyca zarówno pod względem erudycyjnym, jak i językowym. Autor stara się nią naświetlić temat nieodpartej, często też pozornie irracjonalnej potrzeby podróżowania. Rozmowa, którą przeprowadził z pisarzem Michał Pabian w ramach "Czytnika", ukazała całą złożoność procesu literackiego towarzyszącego powstawaniu Cieśnin.

,
fot. Agnieszka Rydellek

Słuchacze mieli możliwość dowiedzieć się m.in. tego, w jaki sposób Nowicki próbuję okiełznać materię językową i nadać jej upragniony kształt,  a także ile wymiarów posiada  podróż literacka. Co jest już niemalże tradycją "Czytnika", wieczór ten otworzyły hipnotyzujące interpretacje aktorskie wybranych pasussów książki. Maria Rybarczyk, Jan Romanowski i Zbigniew Grochal odczytali niektóre z najbardziej pełnokrwistych fragmentów Cieśnin, wprowadzając publiczność w ich mroczny i psychodeliczny klimat. Gdy - oklaskiwani długo - zeszli ze sceny, naprzeciw siebie zasiedli Wojciech Nowicki i Michał Pabian.

Fraza rozepchana łokciami

Pierwsze z pytań do gościa dotyczyło jego wrażliwości językowej i artystycznej oraz nietypowego charakteru prozy, którą tworzy. -  Chciałem zapytać o zaangażowanie pana zmysłów w trakcie pisania takich niezwykłych fraz - rozpoczął rozmowę Michał Pabian. - Jak pan koordynował zmysły, jak tworzył takie pejzaże malowane słowem, jednocześnie płynące z przestrzeni wizualnej i erudycyjnej?

-  To pytanie bardzo złożone i pewnie spędzilibyśmy wiele godzin, dyskutując na wszystkie poruszone tematy - zaczął Nowicki. - Po pierwsze, dużą rolę odgrywa komputer, który wiele ułatwia, w tym ostateczne oszustwo. Fraza może powstać w dowolnym momencie, na początku może być to sucha myśl, która zostanie rozepchana łokciami gdy przyjdą inne myśli, nadbudowy, zdania w zdaniu, szkatułkowość -  udzielił nieco zaskakującej odpowiedzi autor.

Dotyk tomaszowy

- Odbywa Pan trzy podróże, aby stworzyć każdy rozdział Cieśnin -  zauważył Pabian - Czyli podróż do dokumentu literackiego, podróż do realnego miejsca, które można odwiedzić, i podróż od jednej myśli do całej "szkatuły". Czy rzeczywiście na każdy rozdział składało się aż tyle elementów?

-  Nie na każdy  - odrzekł autor - ale w wielu przypadkach tak. Nie przesadzajmy też, to zwykła robota, do której przywykłem. Dla mnie jest to naturalny tryb pracy, wydaje mi się, że nie da się inaczej, szczególnie wtedy, gdy chce się opisać postaci, które żyły naprawdę, które mają swoją historię. Podobnie w przypadku miejsc, które mogą żyć na równi z postaciami. Dotknięcie tomaszowe jest dla mnie bardzo ważne. Może ono zaprzeczać tekstom, wtedy tworzy się wewnętrzne napięcie, które jest dla mnie bardzo interesujące i pobudzające. [...] Paryż na przykład znam tak dobrze, że już mnie nie podnieca - kontynuował gość Teatru Nowego. - Znaczy podnieca mnie wtedy, gdy czuję znajome zapachy, obrzydliwy smród metra, który jest zawsze taki sam: odór defekacji, chloru, uryny; te wszystkie stacje, na których dilerów cracku jest więcej niż podróżnych - to jest mój Paryż. [...] W innym przypadkach to są miejsca, które poznaję, to szczególnie stymulujące. [...] Mam potężne problemy z podjęciem każdej podróży, jednak to z nich rodzą się fragmenty mojej książki. Podróż jest motorem mojej wyobraźni. Na równi z motorem, jaki stanowią dokumenty pisane.

Podróż literacka

-  Podróż literacka jest pewnego rodzaju męką - mówił prowadzący. - Maria Janion stwierdza, że podróż literacka to nieustanne poszukiwanie odniesień i niekończące się dygresje. Jak bardzo zatem męczy pana podróż literacka? - Trochę się jej lękam - odparł Nowicki. W trakcie podróży każda informacja ciągnie za sobą dziesięć innych, a te dziesięć - kolejne. Wtedy okazuje się, że wszystko ma sens. W tym chaosie nie powstałaby żadna książka. Na szczęście istnieje coś, co nazywam "namagnesowaniem". Stan umysłu, który może trwać bardzo długo, stan, gdzie wydobywam z całego natłoku słów pisanych i mówionych, wspomnień i obrazów, to, co łączy się w narrację książki. To się dzieje samo. Rzadko muszę szukać czegoś, co dopasuje się do tej narracji. To wszystko dzieje się niemal automatycznie, to błogosławiony stan, którego mechanizmów nie jestem w stanie odtworzyć, on musi zajść sam - tłumaczył gość "Czytnika".

Ciągłe  mikropodróżowanie

- Pan tworzy takie "ja" w Cieśninach - zauważył Pabian - które zrównuje pan z lunatykiem, człowiekiem obłąkanym potrzebą podroży lub przeżywającym ponad miarę wszystkie towarzyszące jej  doznania. Jak wytworzyło się zatem to literackie "ja"?

- To nie do końca tak - odparł pisarz. - Ja podróżuję często na krótkich dystansach, na przykład po Krakowie. Krótkie podróże zrobiły ze mnie podróżnego. Dla niektórych ludzi krótki wypad z domu zupełnie się nie liczy. Dla mnie jest to coś więcej. Jestem, jak twierdzę, dość uważnym obserwatorem i z tych mikropodróży dość dużo wchodzi do tego, co powstaje przy pisaniu. Warto być uważnym. Wolę chodzić na piechotę po mieście niż jeździć taksówką. To zabiera sporo czasu, ale jestem człowiekiem, który dość swobodnie dysponuje swoim czasem. Niektórych spostrzeżeń nawet już nie notuję. Gdzieś to się odkłada, po prostu następuje proces sedymentacji, który jest konieczny do napisania czegoś nowego - tłumaczył autor.

Nowoczesność przemijająca

- W Cieśninach w fascynujący sposób zabiera pan nas w podroż po psychiatrii, neurologii, seksuologii i ginekologii XIX wieku - dyscyplin, które dopiero zaczęły się wykształcać. Chciałem zapytać o ten obszar fascynacji - dopytywał rozmówca Nowickiego. - Opisuję to wszystko, pozostawiając jedną rzecz niedomówioną, licząc na współpracę czytelnika. W książce jest cała seria cytatów, to wszystko ma rodowód antyczny. Nie ja to wymyślam. Dlaczego to robię? -  pytał retorycznie Nowicki. - Po prostu te teksty pokazują w jasny sposób, że każda nowoczesność szybko przemija. Spoglądamy na ekspertów z XIX wieku jak na idiotów. Wyprawiali rzeczy niesłychane, leczyli wymyślone choroby. Jak dreptomania na przykład, która jest przedmiotem książki. Po iluś latach nagle okazało się, że na całym świecie dreptomania nie jest chorobą i nikomu nie szkodzi. W Anglii stwierdzono by, że ten ktoś jest freakiem. Wszystko to zmierza ku jednemu - większość wiedzy, którą posiadamy, zostanie uznana za idiotyzm za jakiś czas. A my za idiotów - zauważył autor. - Ta książka to pieśń o pewnej powtarzalności - zawsze wydaje nam się, że mamy rację, że racja jest przy nas. Otóż nie.

Relacja Jacek Adamiec

  • spotkanie z Wojciechem Nowickim wokół książki Cieśniny, z cyklu "Czytnik"
  • Teatr Nowy
  • 25.11

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019