Kultura Poznań.pl

Książki

opublikowano:

Kraj piękny i dziwny

Z czym Bułgaria kojarzy się przeciętnemu Kowalskiemu? Najczęściej z wakacjami w Złotych Piaskach, pomarańczowym schweppesem albo przywożonym do Polski koniakiem Słynczew Briag, którym potem obdarowywało się rodzinę i znajomych. Jednak czasy PRL-u już dawno minęły i najwyższa pora zmienić te skostniałe imaginacje.

.
fot. materiały prasowe

Magdalena Genow do pisania o Bułgarii nadaje się jak mało kto. Jest pół-Bułgarką i mimo że wychowywała się w Polsce, do ojczyzny swojego ojca jeździła każdego lata. Zabawne jest na przykład jej wspomnienie z dzieciństwa, w którym musiała udowadniać swoim bułgarskim rówieśnikom, że istnieje na mapie taki kraj jak Polska, bo ona właśnie stamtąd przyjechała. Z kolei wzruszające są te o wiecznie krzątającej się po kuchni babci Wyłki i dziadku Genczo, który był szanowanym lekarzem. W swojej książce najcieplej pisze właśnie o bułgarskich dziadkach, bo to właśnie oni w sposób naturalny stali się pryzmatem, przez który do dziś postrzega ten bałkański kraj. W Bułgarii. Złocie i rakii czytamy więc nie tylko o wartych zobaczenia starych monastyrach, godnych przemierzenia górskich szlakach (bo Bułgaria to nie tylko plaże i Może Czarne!) albo skomplikowanej turecko-bułgarskiej i bułgarsko-rosyjskiej historii. To coś więcej niż przewodnik albo klasyczna książka podróżnicza.

Czy wiedzieliście na przykład, że arbuz po bułgarsku to dinia, religijność w wydaniu bułgarskim ogranicza się do zapalenia świecy w cerkwi raz w tygodniu, a naród ten tak uwielbia kawę, że automaty, w których można ją kupić, stoją praktycznie na każdym rogu, nawet na przystankach autobusowych? Albo że to raj dla archeologów, bo każdego roku wydobywane są tu w ogromnych ilościach niesamowite skarby. Jak choćby odkryta w latach 70. najstarsza książka świata, którą szczęśliwy znalazca przechowywał wcześniej w domowym zaciszu przez 60 lat (!). Z bułgarskiej Strumicy pochodziła też Wanga, słynna wróżka zatrudniona nawet na państwowym etacie za czasów Todora Żiwkowa. Jej mniej lub bardziej realne przepowiednie do dziś elektryzują ludzkość. Jak ta, że w 2033 roku stopnieją obszary polarne, a w 2164 zwierzęta zmienią się w półludzi.

Z książki  Bułgaria. Złoto i rakija dowiemy się naprawdę sporo o codziennych bułgarskich zwyczajach, kultywowanych wciąż ludowych wierzeniach i - z punktu widzenia dzielących nasze kraje różnic kulturowych - zaskakujących niekiedy dziwactwach. Ale zawsze "od kuchni" (a skoro już o kuchni mowa - smakowite opisy bułgarskich potraw zasługują na osobną pochwałę!), z perspektywy naocznego obserwatora. Magdalena Genow nie udaje, że o Bułgarii wie absolutnie wszystko. Przeciwnie - wyraźnie zaznacza, że sama wciąż łapie się na tym, jak ta potrafi ją zaskoczyć czy wręcz zaszokować. Jak wtedy, gdy w okresie kiedy karmiła dziecko piersią, jedna z najbliższych cioć poprosiła ją o... użyczenie mleka, którym jej syn miał posmarować chore oko.

To właśnie niewymuszona, naturalna narracja i brak kulturowego tabu zdają się być największą zaletą jej opowieści o kraju, który jednocześnie wierzy w to, że gwiaździste niebo w Wigilię zwiastuje dobre plony, i należy do Unii Europejskiej. Dzięki bliskości łączącej autorkę z drugą ojczyzną czytelnik odnosi nieodparte wrażenie, że ma to wszystko na wyciągnięcie ręki, że tego doświadcza. Nawet jeśli - tak jak ja - nigdy w Bułgarii nie był. Jedno jest pewne - po przeczytaniu tej książki na pewno wpisze ją na listę przyszłych wakacyjnych destynacji.

Anna Solak

  • Magdalena Genow
  • Bułgaria. Złoto i rakija
  • Wydawnictwo Poznańskie

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019