Kultura Poznań.pl

Książki

opublikowano:

Język polski jest klonowy, grabowy, trzcinowy

- Kiedy ludzie dowiadują się jak daleką mam w planach wędrówkę - a przy sobie tylko plecak, ciężką lornetkę albo pęczek ziół czy pędów drzew - nie rozumieją co takiego ciekawego jest do obejrzenia, tam dokąd idę. Co może być ciekawego w tej Polsce wschodniej? Kto przyjeżdża na łąki nad Bug? - mówił poeta i reportażysta Michał Książek - gość wczorajszego spotkania w poznańskim Zamku.

.
fot. Maciej Kaczyński/ CK Zamek

Choć pretekstem do spotkania z Michałem Książkiem była jego książka "Droga 816" to jednak rozmowę poprzedzał dość długi wstęp, polegający na wspólnym czytaniu wierszy. Prowadząca Maria Krześlak-Kandziora na przemian z Książkiem czytała poezję twórców polskich i zagranicznych. Recytowali utwory Urszuli Zajączkowskiej, Thomas'a Tranströmer'a, Wallace'a Stevens'a Jerzego Ficowskiego i oczywiście samego zaproszonego gościa. Prezentowane przez nich wiersze najczęściej dotyczyły relacji człowieka z przyrodą, życia lasu, zwyczajów zwierząt i piękna roślin. Ten wstęp tematycznie współgrał z aurą całego spotkania, które w dużej części skupione było wokół natury.

Natura a język

Pierwszym tematem, jaki spontanicznie podjęli goście spotkania, była kwestia niezwykłości polskich nazw zwierząt. - Język polski i wszystkie języki słowiańskie doskonale reagują na to, co przyroda do nas mówi. Na przykład  taki ptak jak dudek bierze swoją nazwę od dudniących dźwięków, które wydaje. To dobry przykład tego, jak mówi do nas krajogłos, czyli te wszystkie otaczające nas dźwięki.  Turkuć turka, puchacz pucha, kukułka kuka, szczygieł szczebioce - Książek, jak przystało na znawcę leśnych zwierząt i roślin, opowiadał liczne ciekawostki na temat zwyczajów poszczególnych przedstawicieli fauny i flory. - Z racji swojego ubarwienia - czerwonej czapeczki, jaką widzimy na głowie dzięcioła średniego, na niektórych wsiach nazywany jest kardynałem - mówił.

Ważnym tematem wczorajszej rozmowy był wątek słyszalności i tego w jaki sposób brzmi natura. - Opuszczamy miasto żeby odpocząć, ale także dlatego, by móc posłuchać tego, co jest poza zasięgiem miasta. Uważa się, że w pierwszej kolejności żądamy zielonego krajobrazu, ale foniczna sfera jest równie ważna - decyduje o naszych odczuciach, myślach, o tym jak odpoczywamy. Ten dźwięk zmienia się z pogodą, porą roku - może być ptasi, owadzi, drzewiasty. Znając dobrze szum drzew, można rozpoznawać poszczególne gatunki - da się tego nauczyć tak samo jak języków obcych. Są takie miejsca, jak na przykład Puszcza Białowieska, w których możemy usłyszeć jednocześnie kilka gatunków z Czerwonej księgi gatunków zagrożonych, na przykład sóweczki, wilki, żubry jęczące gdzieś w oddali, drozda śpiewaka, kosa, pełzacze leśne... - wymieniał Książek.

W Polsce to się jeździ w góry i nad morze

Prowadzącą zainteresowała kwestia samotniczego, wędrowniczego sposobu zwiedzania świata. Uznała, że pojedynczy piechur może budzić powszechny popłoch, kiedy pojawia się w odosobnionej wiosce. Zastanawiała się też, jak taka metoda podróżowania wpływa na odbiór samej przyrody i relacji z nią. Temat ten wypłynął w związku z faktem, że "Droga 816", będąca pretekstem do spotkania, powstała w marszu. Książek: - Wszyscy czujemy się podobnie, kiedy nagle spotykamy wysokiego człowieka, zmęczonego, może też przyodzianego nie do końca jak należy. Wielu ludzi czuje w takich chwilach dyskomfort i wielokrotnie również spotykałem się z takim nastawieniem, ale być może człowiekowi idącemu przez świat, który ma ambicje zapisywania swoich myśli i odczuć, potrzebna jest taka pozycja wypchniętego nieco poza to uniwersum wioski, miasta. Czasami przypadała mi rola głupiego Jasia, ale nie mam nic przeciwko temu - wydaje mi się, że to jest dobra funkcja, ażeby patrzeć na świat i opisywać ludzi, bo dzięki temu czasami nie jest się traktowanym zbyt poważnie.

Pisarz wspomniał też, że niegdyś zapisał sobie zdanie, które usłyszał od jednego ze stróży granicznych. "W Polsce to się jeździ w góry i nad morze" - miał powiedzieć przypadkowy mężczyzna. Krześlak-Kandziora stwierdziła, że "samotna turystyka budzi nieufność", co Książek potwierdził. Dodał jednak, że nie należy umniejszać znaczenia grupowych wycieczek, które dziś czasami budzą niechęć. Wspólne podróże to według niego piękne doświadczenie, podczas którego możemy wiele dowiedzieć się o innych ludziach.

Sacrum i profanum

Zarówno w poezji, jak i reportażach Michała Książka, wszystko co pochodzące od przyrody zostaje zawsze bardzo precyzyjnie nazwane, opisane. Czytając jego teksty, odbiorca wyczuwa wrażliwość autora na język ojczysty.  - Jestem zadowolony z tego, że władam językiem polskim, bo bardzo go lubię. Wydaje mi się, że musiał on powstać gdzieś w strefie lasów liściastych, bo ci którzy układali tę fonetykę musieli słuchać tych wszystkich "sz","ś", "ć", jakie las wydaje z siebie. Język polski jest bardzo klonowy, grabowy, łąkowy, trzcinowy, szuwarowy. Upajam się tym - mówił. - Nazwy łacińskie z kolei brzmią dla mnie jak zaklęcia. Język polski podszyty jest momentami łaciną, więc też posiada ten wymiar magiczny - dodał.

Autor opowiedział też o kwestiach religijnych na obszarach Polski wschodniej. - Nieopatrznie można trafić na różne reakcje. Największym zdziwieniem była dziwna scena w sklepie spożywczym o wielkiej witrynie. To była wieczorna pora. Zobaczyłem, że znajduje się tam wiele osób, więc zastanawiałem się, co tam robią o tej godzinie. Myślałem, że być może to klub, w którym tańczą. Okazało się, że trwało wówczas nabożeństwo, bo sklep zamieniono na świątynię. Ta żonglerka sacrum i profanum bardzo mnie poruszyła - wyznał.

Sporym zainteresowaniem ze strony publiczności cieszyła się historia pewnej przygranicznej rodziny, która kwestię prawosławnych korzeni traktowała jako tabu. - Wszystkie wnuczki w tym domu były bardzo zdziwione, kiedy okazało się, że na jednym z pobliskich krzyży cyrylicą zapisane jest nazwisko ich dziadka. One nawet nie wiedziały, że ich nazwisko można w ten sposób zapisać. Rodzice i babcia wymownie milczeli, kiedy im o tym powiedziałem. Nie wiem jaka były między nimi historia. Podałem im fakty jakie poznałem, co wywołało rodzinną konsternację. Wiem tylko, że dzieci były zdziwione. Być może powodowała nimi obawa, bo powiedzmy sobie szczerze, że w tych regionach nadal trwa wojna na symbole. Wystarczy iść na cmentarz i zobaczyć co się dzieje z krzyżami. Po Akcji "Wisła" pojawili się tam uchodźcy z Wołynia, którzy zajęli domy części lokalnych osadników. Dobytek oraz symbole poprzedniej kultury ulegały wówczas zniszczeniu, co widać do dzisiaj.

Zapraszamy, można przyjechać

Książek powiedział też o tym, czym zajmuje się obecnie, a także o swoich gasnących nieco aspiracjach literackich. - Tak naprawdę przez ostatnie lata nie zajmowałem się literaturą, tylko ochroną przyrody w Polsce. Nie do końca pamiętam też treść książki, o której mówimy. Teraz mieszkam w pobliżu Białowieży, gdzie mieści się siedziba Obozu dla Puszczy. To miejsce, gdzie skumulował się ruch oporu przeciwko wycince. Znajduje się tam wielka szkoła, w której mieszkamy. To tu mieści się punkt informacyjny. Zapraszamy, można przyjechać - chętnie opowiemy o co nam chodzi, wszystko wytłumaczymy - powiedział.

W odpowiedzi na pytanie publiczności o to po jakich obszarach Książek oprowadza turystów, odparł: - Zabieramy gości do Parku Narodowego, ale w tej gospodarczej części puszczy, która nie jest chroniona, ocalało wiele obszernych fragmentów lasu. Choć nie są chronione, nigdy wcześniej nie były wycinane i tak naprawdę w wielu miejscach możemy zobaczyć to samo, co w Parku Narodowym. W okolicznych lasach można zobaczyć jednego dnia wszystkie dzięcioły żyjące w Europie. Tak samo jest z owadami - są tu takie gatunki owadów, które niestety już wyginęły w zachodniej części Polski.

Julia Niedziejko

  • spotkanie z Michałem Książkiem, autorem książki Droga 816, z cyklu Zamkowe Biuro Podróży
  • prowadzenie: Maria Krześlak-Kandziora
  • 3.07
  • CK Zamek

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019