Kultura Poznań.pl

Książki

opublikowano:

JA TU TYLKO CZYTAM. Pochwała małych kroków i opowieści

Rozeszło się po internecie, że jest nowa, świetna książka o nadziei i sporo osób pomyślało, że chodzi o kolejny poradnik z cyklu "jak żyć szczęśliwie". Wielki błąd! Nie dajcie się zwieść! Rebecca Solnit pisząc "Nadzieję w mroku" oddała w nasze ręce wybitny zbiór esejów, zmuszający do myślenia.

.
rys. Marta Buczkowska

Na początku się męczyłam. Okrutnie. Może to przez lato, wakacje, upały, urlopy... Dość, że łatwość, z jaką autorka "Nadziei w mroku" podróżowała po podejmowanych przez siebie wątkach, była dla mnie niczym kłody rzucane pod nogi. A to zapatyści z powstaniem w Meksyku w połowie lat 90., a to wojna w Iraku, wywołana przez prezydenta George'a W. Busha w odpowiedzi na ataki z 11 września 2001; a to zamieszki w Seattle pod koniec lat 90., które doprowadziły do przerwania szczytu Światowej Organizacji Handlu. Chwilami wydawało się, że wszystko się u Solnit miesza w jakiś niezrozumiały sposób. Lecz nagle... coś jakby pstryk w głowie i z czeluści mózgu wydostało się wspomnienie znakomitego dokumentalnego serialu BBC "Połączenia". Tak właśnie o współczesności opowiada nam Rebecca Solnit. Potrafi być w kilku miejscach naraz, wyciągnąć opowiastkę z Borgesa, w której pojawia się Dante, a wszystko po to, by nas oświecić swoją wizją nadziei.

Bo czymże jest nadzieja? Ha! Pewnie ilu czytelników, tyle definicji. Nie zwykliśmy bowiem definiować pojęć, które stosujemy tak powszechnie, że wszyscy rośniemy w przekonaniu, iż dla innych znaczą one to samo, co dla nas. I tak aż do wielkich rozczarowań. Na szczęście Solnit - przemieszczając się roller coasterem między filozofią, antropologią, socjologią i polityką - daje nam w kilku miejscach swoją definicję nadziei. W pewien sposób porażającą. "Nadzieja nie wiąże się (...) z tym, czego oczekujemy. Oznacza uznanie zasadniczej niepoznawalności świata, wyrw w teraźniejszości, niespodzianek" - pisze autorka. Przyznacie państwo, że to dość niezwykłe spojrzenie. Powiew świeżości.

A jeśli tak rzecz ma się z tytułową nadzieją, to dalej okazuje się, iż niejedna sprawa, którą dziś uznalibyśmy za przegraną lub niewartą w ogóle podejmowania, zasługuje jednak i na naszą uwagę, i na uznanie. W rozdziale "Anioł historii odmiennej" Solnit pisze: " (...) cały czas tworzymy historię dzięki temu, co się nie wydarzyło, podobnie jak dzięki temu, co się stało". Dla mnie to wielka pochwała opowieści. Zwłaszcza że żyjemy w czasach, gdy coraz ważniejsze jest to, jak o pewnych zjawiskach sobie opowiadamy. Np. Dunkierka może być wielką porażką aliantów na początku II wojny światowej, lecz równie dobrze jest opowieścią o tym, że społeczeństwa nie zostawiają swoich chłopców w potrzebie.

To, o czym pisze Rebecca Solnit w "Nadziei w mroku", jest także wielką pochwałą małych kroków. Wystarczy nieco spojrzeć wstecz, by zobaczyć, jak długo o swoje prawo do głosu (dosłownie i w przenośni) walczyły w świecie zachodnim kobiety, a jak krótko - w porównaniu z ich walką - trwało to w przypadku osób LGBT. Raz jeszcze podkreślę, że chodzi o szeroko pojęty Zachód, którego nasz kraj nie jest jeszcze częścią, bo akurat nie gładkie autostrady i zabetonowane po rewitalizacji place świadczą o tej przynależności.

A skoro już wlazłam na ten wybetonowany plac bez śladu cienia w paskudnie upalny dzień, to tak, oczywiście, Solnit pisze także o zmianach klimatu i o tym, co możemy jeszcze zrobić zanim będzie za późno. I zachęca nieraz na stronach "Nadziei w mroku" do aktywizmu, nie tylko klimatycznego zresztą. Pięknie pisze też o United Nations Plaza w rodzinnym San Francisco, który to plac jest i miejscem ważnych demonstracji, i - w określone dni tygodnia - wielkim targiem, i - last but not least - przystanią dla głodnych bezdomnych, którym aktywiści i aktywistki rozdają tutaj jedzenie.

Aż się rozmarzyłam, gdy to czytałam. I oczyma wyobraźni zobaczyłam już plac Wolności w Poznaniu, który dziś pełni właściwie tylko pierwszą z funkcji UN Plaza. A czy nie mógłby też drugiej i trzeciej? Podobnie rzecz ma się z językiem - w "Nadziei w mroku" Solnit konsekwentnie pisze o aktywistach i aktywistkach, działaczach i działaczkach itd., pokazując nam, że czas już najwyższy, byśmy używali na co dzień języka inkluzywnego.

Oczywiście można powiedzieć, że "Nadzieja w mroku" to publicystyka na wskroś lewacka. Bo i oddolne ruchy, i zmiany klimatyczne, i sprzeciw wobec wojny w Iraku, alterglobaliści, zapatyści... Ale i tu Rebecca Solnit staje na wysokości zadania, gdy snuje rozważania o tym, czym dziś są lewica i prawica.

Aleksandra Przybylska

  • Rebecca Solnit "Nadzieja w mroku"
  • tłum. Anna Dzierzgowska i Sławomir Królak
  • wyd. Karakter

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019