Kultura Poznań.pl

Książki

opublikowano:

Gdzie inni skończyliby swoją opowieść

- Reportaż to bardzo pojemny gatunek. Można w nim zawrzeć wszystko: wiersz, fragment wywiadu, monolog wewnętrzny, nawet cytat z pracy naukowej. Za pomocą anegdoty można oddać coś, co w tekście akademickim, raporcie czy analizie wymagałoby strony wywodu i paru przypisów - mówił w jednym z wywiadów Wojciech Górecki. Znany dziennikarz i historyk w najbliższy czwartek będzie gościem Biblioteki Raczyńskich.

.
Wojciech Górecki, fot. Katarzyna Rawska-Górecka

Hannę Krall poznał w Łodzi podczas premiery filmu, którego była bohaterką. Miał wtedy 19 lat i nie krył swoich planów, więc reportażystka zaprosiła go do Warszawy. Po tym, jak przeczytała jego tekst stwierdziła, że Górecki "ma słuch". A ten w zawodzie reportera jest niezbędny. Współpracował nie tylko z "Gazetą Wyborczą", ale również m.in. z "Życiem Warszawy" i "Tygodnikiem Powszechnym". Obecnie współtworzy zespół redakcyjny "Tygla Kultury" oraz jest stałym współpracownikiem "Nowej Europy Wschodniej".

Wojciech Górecki jest znawcą Kaukazu, czego pokłosiem jest kilka książek. To m.in. "Planeta Kaukaz", "Toast za przodków" - tytuł nominowany w 2011 roku do Nagrody Literackiej Nike oraz "Abchazja", za którą otrzymał Nagrodą im. Beaty Pawlak. Pretekstem do czwartkowej rozmowy z reporterem jest jednak jego najnowszy tytuł: "Buran. Kirgiz wraca na koń". Książka w ręce czytelników trafiła w październiku minionego roku, dokładnie 50 lat po ukazaniu się pierwszego wydania reportaży Ryszarda Kapuścińskiego, będących owocem podróży autora po kaukaskich i środkowoazjatyckich republikach Związku Radzieckiego. - Pracując nad "Buranem" przenicowałem książkę Kapuścińskiego "Kirgiz schodzi z konia", ze szczególnym uwzględnieniem Azerbejdżanu. I tam nie ma w ogóle fikcji. Mało tego, znajdujemy tam daleko idące prognozy, które sprawdziły się po dwudziestu latach. Dla mnie ta książka jest wzorem dziennikarskiej rzetelności. Tym bardziej jeśli uwzględnimy kontekst jej powstania: istnienie cenzury oraz sojusznicze relacje łączące PRL i ZSRR - wyjaśniał w rozmowie z Markiem Palczewskim dla PAP autor.

Czy nowa książka Góreckiego jest kontynuacja tego, co napisał Kapuściński? Bynajmniej. Autor nie kryje, że nawiązał do tytułu dzieła słynnego reportera, ale wyjaśnia, że zabieg ten rozwiązał problem konstrukcji "Buranu...". Bo w ten sposób z łatwością mógł opisać zmiany jakie zaobserwował w opisywanym przez siebie poradzieckim świecie. - Nie mogłem przecież poświęcić tyle samo miejsca krajom Kaukazu, które sportretowałem już w moim reporterskim tryptyku, co państwom poradzieckiej Azji - tłumaczył. Przyznał też, że w tym regionie odżywa dawna tradycja, a niekiedy jest ona budowana na nowo, by znowu było się do czego odwoływać. - I przysłowiowy Kirgiz, który miał ostatecznie pożegnać się z koniem, po kilku dekadach znów jednak na niego wsiada. Stąd wziął się podtytuł "Buranu": "Kirgiz wraca na koń" - mówił.

Lekturę "Buranu" ma już za sobą m.in. Wojciech Jagielski, który rekomenduje pisarstwo Góreckiego tak: "Opowiada o Turkmenach, Uzbekach i Kirgizach ze znamionującymi jego styl znawstwem i dociekliwością uczonego, pasją podróżnika i swadą najwytrawniejszego gawędziarza". Na łamach "Tygodnika Sieci" z kolei można było znaleźć informację, że "tam, gdzie inni skończyliby swoją opowieść, Górecki dopiero ją zaczyna"...

Monika Nawrocka-Leśnik

  • Spotkanie z Wojciechem Góreckim wokół książki "Buran. Kirgiz wraca na koń"
  • Biblioteka Raczyńskich, pl. Wolności 19
  • 17.01, g. 19
  • wstęp wolny

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019