Kultura Poznań.pl

Książki

opublikowano:

Czemu mężczyznom wszystko przychodzi łatwo?

"Mężczyzna nie wie co robi i nie wie, że jest dupkiem, a także nie wie, czemu rzeczy przychodzą mu łatwo" - słyszymy podczas spektaklu "Diane for a day". Na scenie pojawiają się i znikają mężczyźni w brązowych spodniach, a także sztucznych wąsach i brodach. Coś tu jest nie tak - ktoś chyba stroi sobie żarty z poważnych panów! Nie inaczej.

.
fot. Maciej Kaczyński

"Mężczyzna to ten, kto się nim czuje, i którego tak się określa" - to pierwsze słowa które słychać z offu podczas spektaklu. Następnie okazuje się, że bycie mężczyzną nie ogranicza się wyłącznie do tego twierdzenia. "Mężczyźni są dorośli, można na nich polegać", "bywają grubi", "zwykle noszą jeansy, ale jak ubiorą marynarkę to wyglądają całkiem ładnie" - słyszymy dalej. Słowa stają się coraz bardziej prześmiewcze i coraz bardziej dosadne. "Proszę się jednak nie obrażać, to wszystko w żartach" - ten jakże dobrze znany kobietom tekst, który słyszą w reakcji na ich sprzeciw wobec seksistowskich dowcipów, twórczynie spektaklu odwracają przeciwko mężczyznom.

Inspiracją do stworzenia przedstawienia w oparciu o formułę drag king, jest postać Diane Torr, której hołd został oddany w tytule. Artystka stworzyła genderowy performance o nazwie "Man for a day", w którym udając mężczyznę podkreśla nieścisłości w szkodliwym, binarnym podziale płciowym. Drag king to formuła feministycznej subwersji, która w Polsce nie jest zbyt popularna. Można w zarysie powiedzieć, że jest to żeńska wersja drag queen, a więc sceniczna kreacja, poprzez którą kobiety wcielają się w męskie kostiumy. Odgrywane przez nie postaci są przerysowane i często podkreślają stereotypowe zachowania, cechy wyglądu, sposoby wypowiedzi. Za pomocą karykaturalnej formuły, wskazują męskie przywileje i piętnują nadużycia wynikające z nierówności płciowej. W "Diane for a day" w męskich kostiumach pojawiają się twórczynie pełnosprawne i niepełnosprawne. Zabierając głos w kwestii swojej emancypacji, robią to zabawnie i błyskotliwie.

Mistrzynie ceremonii

W spektaklu biorą udział dziewczyny z kolektywu hannsjana, który specjalizuje się w działaniach performatywnych. Stawiają na ruch i taniec, stanowiący jeden z ważniejszych elementów dramaturgicznej konstrukcji "Diane for a day". Tworząc przedstawienie połączyły siły z Thikwa Theater i razem stworzyły spektakl z pogranicza sztuk. Są tu elementy wokalne, performatywne, komiczne, które pozwalają na wszechstronną ekspresję artystyczną. Theater Thikwa początkowo był społecznym eksperymentem, który przerodził się w pełnoprawny teatr. Dziś grupa ma swoją własną instytucję i może bez przeszkód rozwijać twórczo przestrzeń przyjazną dla osób z niepełnosprawnościami, jak i tych pełnosprawych.

Scenografia spektaklu jest w trakcie przedstawienia niezmienna. Składa się ze srebrzystych, niskich podestów - jednego w centrum sceny oraz dwóch w jej lewym i prawym kącie. Pod sufitem zawieszone zostały błyszczące draperie w tej samej barwie. Ważnym elementem są plastikowe, pomalowane na różowo skrzynki po piwach. W trakcie spektaklu dziewczyny przenoszą je, kopią, układają w większe bloki, siadają na nich. Artystki grają głównie frontalnie do publiczności. Śpiewem, tańcem i monologami robią show, które przypomina stand-upowe występy komików. Formuła przedstawienia kojarzy się też z rozrywkowym programem telewizyjnym, w których mistrzem ceremonii jest kolejno każda z uczestniczek.

Roland, Klaus i Jeleń

W spektaklu występują dopieszczone charakterologicznie postaci, które obrazują różne schematy męskich odpowiedników. Pierwszy pojawia się showman, który uważa, że "scena to jego życie". Jeździ po wszystkich niemieckich festiwalach i nie ma złudzeń, że jest najlepszy w branży. Widzimy też studenta filozofii, aktywistę, który niestrudzenie szukając "istoty" we wszystkim co go otacza, niepostrzeżenie mówi tylko o sobie. Jego antysystemowe działania okazują się bezsensowne, a zaangażowanie polityczne powierzchowne. Innym bohaterem jest Marc - młody, kochający imprezy przedsiębiorca, który wymyślił genialny start-up: piwo Fem-ale, które jest małe i poręczne, niskokaloryczne, eko-friendly, a przede wszystkim dedykowane kobietom. Uważa, że jego projekt jest na wskroś feministyczny, bo wspiera wykluczone z "piwnego królestwa" dziewczyny.

Kolejnym bohaterem spektaklu jest Roland z Teatru Narodowego w Kolonii, który potrzebuje dużo czasu i sporo przestrzeni dla swoich intelektualnych koncepcji. Uważa, że to przykre, że jego koleżanki z branży muszą dzielić mały pokoik, dlatego rzadko tam zagląda. Pielęgniarz Klaus po godzinach szarpie struny gitary elektrycznej. To cichy typ. Obecnie szuka dziewczyny i zobaczy co dalej. John z kolei nie potrzebuje werbalnego przedstawienia, bo jego czyny świadczą za niego. Jest kimś, jest gwiazdą. Wchodzi na podest i tańczy czarując publiczność. Rozdaje jej swoje zdjęcia, wysyła pocałunki, wdzięczy się. Wie, że jest żywym srebrem i nie musi tego udowadniać. Kolejny z bohaterów jest biznesmanem - posiadaczem wszystkiego. Jak mówi "ten mikrofon jest mój - ja za niego zapłaciłem, te drzwi są moje - ja za nie zapłaciłem, reflektory są moje - za nie zapłaciłem, a jak ci się coś nie podoba - możesz wyjść". Jest też oczywiście figura wrażliwca z rozpuszczonymi włosami i gitarą. Właśnie rozstał się z dziewczyną, więc bardzo cierpi i pisze piosenki o tym, jak ciężko mu żyć. Teraz spotyka się z Lisą, która na pewno jest tą jedyną, mimo jej wielkiej wady oczekiwania wsparcia w sprawach codziennych, na które przecież nie ma czasu. Napisał dla niej piosenkę "Kochanie, dla ciebie mógłbym kiedyś umyć naczynia", ale nie prezentuje jej publiczności, bo warunki techniczne są dla niego zbyt prowizoryczne.

Nie można zapomnieć też o postaci Jelenia, który pojawia się na scenie w wielkiej masce. W toku scenicznych zdarzeń dziewczyny zaczynają wymieniać podobieństwa i różnice między mężczyzną, a leśnym zwierzęciem. Okazuje się, że zarówno ludzcy samce, jak i samce jelenia potrafią ryczeć, walczą głównie przednimi kończynami, rywalizują o samice i spierają się o dominację w stadzie.

Męska rozpacz kontra czułość

Poza solowymi występami, podczas których poznajemy poszczególne drag kings, w spektaklu jest kilka scen zbiorowych. Wówczas postaci śpiewają, tańczą lub odnoszą się do kwestii społecznych. Ciekawie zainscenizowano wywiad, podczas którego artyści próbują tłumaczyć, dlaczego w spektaklu nie ma żadnych kobiet. Odpowiadają wymijająco lub drwiąco, ostatecznie nie udzielając zadowalającej odpowiedzi. Zabawnie przedstawiono też scenę męskiej rozpaczy, która zwykle w kulturze ukazywana jest jako patetyczna, dojmująca i poważna. Jak śpiewa jeden z bohaterów: "Moje męskie emocje są wielkie, gwałtowne i nikt wcześniej ich nie czuł". Dla kontrastu pojawia się też scena, w której mężczyźni pokazują w jaki sposób się cieszą, wstydzą, starają, złoszczą. Za każdym razem ich reakcja jest dokładnie taka sama - stoją w miejscu z twarzą nie wyrażającą niczego.

Oberwało się też pełnosprawnym, którzy dokładają cegiełkę do muru wykluczenia. Okazuje się, że są irytująco szybcy, cisi, nie wydają dziwnych dźwięków, ale przede wszystkim bezczelnie myślą, że mają prawo wyjaśniać oczywistości. W punkt została przedstawiona scena parodiująca pełnosprawnych mężczyzn, którzy z powagą opowiadają jak nalać wodę do szklanki lub jak siadać na krześle. Nie taki ten mężczyzna jednak zły, jak się wydaje. W ostatniej scenie, wyciszonej z showmańskiego blichtru, postaci kładą się we wzajemnym uścisku na jednym z podestów. Pozwalają sobie wtedy na szczerość i czułość. Prawią sobie komplementy, okazują niepewność, przepraszają za krzywdy, opowiadają o marzeniach. Przytulając się, scalają swoje ciała w jedność. Najwyraźniej jelenie rogi nie zawsze służą tylko do walki, choć pozornie na to wygląda.

Julia Niedziejko

  • "Diane for a day" Theater Thikwa & hannsjana
  • CK Zamek
  • 22.05

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019