Kultura Poznań.pl

Książki

opublikowano:

"Bitwa", która przetrwała wojnę

Joanna Jodełka - autorka kryminałów i historyk sztuki, tym razem połączyła obie życiowe pasje, opowiadając wojenne losy najsłynniejszego obrazu Jana Matejki.

.
fot. materiały prasowe

Podstawowa trudność w przełożeniu na powieść historii uratowania Bitwy pod Grunwaldem w czasie drugiej wojny polegała chyba na tym, że... jej finał wszyscy w Polsce znają. Nawet ci, którzy ani odrobinę nie interesują się malarstwem, mają wiedzę, że taki obraz w naszym kraju się znajduje, a może nawet mieli okazję oglądać go podczas szkolnej wycieczki. Jeśli zaś nie na żywo, to przynajmniej na kartach szkolnych podręczników. Monumentalne dzieło nie wpadło w ręce hitlerowców i przetrwało wojnę. Zachowała się nawet kronika filmowa z 1944 roku ukazująca moment wydobycia obrazu z miejsca ukrycia. Sięgając po 2 miliony za Grunwald, mamy tego świadomość, a jednak Joanna Jodełka przekazuje nam tę historię w taki sposób, że dajemy się ponieść opowieści.

Niewątpliwie jest to zasługa szczegółowego przedstawienia faktów na temat tego, co działo się z obrazem Matejki od września 1939 roku. Jego ukrywanie nie było łatwe - ze względu na rozmiary płótna, ani bezpieczne, gdyż okupant chciał za wszelką cenę - sięgającą milionów ówczesnych marek niemieckich - odnaleźć i zniszczyć obraz ukazujący sukces polskiego oręża. Ta historia obfituje w szereg dramatycznych, niewiarygodnych zwrotów. Idealny materiał na powieść, którego Jodełka nie zmarnowała.

Bohaterowie książki to rzeczywiste postaci, które podjęły się zadania niemającego wielkich szans powodzenia. Wymienić można chociażby dyrektora Zachęty Stanisława Mikulicza-Radeckiego, artystów malarzy Stanisława Ejsmonda i Bolesława Surałło-Gajduczeniego czy prof. Władysława Woydę z muzeum w Lublinie. Umiejętnie ożywieni na kartach powieści, jawią się jako zwykli ludzie, których brutalność wojny wyrwała z ich środowiska, codzienności, a mimo to starczyło im odwagi i pomysłów, aby ratować cenny obraz.

Są też postacie fikcyjne, a wśród nich na pierwszy plan wysuwa się niejaki Dziurawiec, osobnik z zupełnie innej bajki niż wymienieni wcześniej. Zapewniam, że nie chcielibyście spotkać go na swojej drodze. "Miał opinię takiego, co nożem posługuje się znacznie lepiej niż widelcem" - to tylko jedno zdanie z jego charakterystyki, którą już na samym początku przedstawia nam autorka, choć oddać mu trzeba, że miał swoje zasady. Dziurawca nie interesuje polityka ani wojna, a o sztuce nie ma bladego pojęcia, zostaje jednak w to wszystko wplątany. Zderzenie człowieka z półświatka, brawurowo zbudowanej postaci literackiej, oraz dystyngowanych muzealników, profesorów, malarzy jest wątkiem niezwykle ciekawie poprowadzonym.

Sceny wojenne Jodełka przedstawia przede wszystkim oczyma ludności cywilnej - bombardowanej, ostrzeliwanej, uciekającej w popłochu przed siebie, zostawiającej swój dobytek, zabierając tylko to, co można było unieść. Do tego nazistowscy najeźdźcy, zaczadzeni antyludzką ideologią, pozbawieni empatii dla "nie swoich", nastawieni na niszczenie i grabież.

W naszej pamięci o czasach wojny najczęściej mówimy i piszemy o bohaterskich żołnierzach września czy państwa podziemnego. Im w większości wznosi się pomniki. Znacznie mniej miejsca poświęca się cywilom, intelektualistom, twórcom, którzy przecież, narażając się i cierpiąc, wnieśli swój wkład w ratowanie naszego dziedzictwa. Na szczęście wybawcy Bitwy pod Grunwaldem mają od teraz swoją książkę. To nawet lepiej. Książki są trwalsze od pomników. Obrazy jak widać też.

Mateusz Malinowski

  • Joanna Jodełka, 2 miliony za Grunwald, wyd. W.A.B.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018