Kultura Poznań.pl

Muzyka

opublikowano:

Spoken word po polsku

Od momentu zakończenia działalności Sistars testowała własne możliwości pod różnymi pseudonimami. Tej jesieni ukazała się pierwsza płyta, którą nagrała pod własnym imieniem i nazwiskiem. W najbliższy czwartek w Poznaniu wystąpi Paulina Przybysz.

.
fot. materiały prasowe

Wszystko zaczęło się od hip-hopu, ale często zakrawającego też o soul czy r'n'b. Do takich gatunków młodsza z sióstr Przybysz odwołuje się najczęściej, kiedy opowiada o swoich muzycznych inspiracjach. Pytania o ich źródła padają często, bo Paulina Przybysz na swojej nowej płycie, "Chodź tu", porusza się między innymi w rejonach trapu czyli gatunku, którego źródłem był właśnie hip hop. Sam trap rozwijał się od lat 90. XX wieku, romansując w latach dwutysięcznych z muzyką elektroniczną. Wszystko to słychać na "Chodź tu". Przybysz posługuje się techniką bardzo zbliżoną do rapu, choć trochę od niego delikatniejszą, czyli spoken word. Jak twierdzi dojrzała już do tego, żeby opowiadać swoje historie i refleksje bez wewnętrznej cenzury, a więc także po polsku.

- Mam już 32 lata i zdałam sobie sprawę, dojrzałam do tego, by nie pisać już kolejnych bezpiecznych piosenek. Mam znowu potrzebę wyśpiewania bardziej bezpośredniego przekazu. Miałam to już chyba w Sistars - takie wprost. Później pisanie po polsku zostawiłam sobie w formie pisania tekstów dla innych - mówiła w wywiadzie dla portalu Onet.Muzyka. I rzeczywiście, jej teksty śpiewała na przykład Natalia Nykiel. Ale w 2017 roku przyszedł czas, w którym Paulina Przybysz sama chce śpiewać własne piosenki.

Dzielne kobiety

Singiel pod takim tytułem ujrzał światło dzienne 26 września tego roku. Słuchacze i dziennikarze muzyczni byli zaintrygowani, bo zarówno styl śpiewania Przybysz, jak i podkład beatów stworzonych przez Natalię Zamilską oznaczały, że atmosferę poprzednich płyt artystka zostawia już za sobą. 

Projekty, które tworzyła po zakończeniu istnienia Sistars to Pinnawela i Rita Pax. Oba utrzymane są w bardziej stonowanej stylistyce niż "Chodź tu", wyraźnie słychać w nich wpływy Niny Simone czy Eryki Badu. Dziś Przybysz twierdzi, że z perspektywy czasu te płyty były dla niej pewnego rodzaju ćwiczeniem muzycznym.

- Myślę, że Pinnawela była dla mnie trochę szkołą, pierwszym działaniem na własną rękę. I szczerze powiedziawszy, gdy słucham tych płyt, to lubię je bardzo, bo jest tam dużo fajnych rzeczy, ale mam wrażenie, że był to taki warsztat. Badałam różne zakątki i wchodziłam momentami w skrajności - opowiadała portalowi Jazzsoul.pl dodając, że sygnowanie nowego albumu własnym imieniem i nazwiskiem jest dla niej bardzo istotne.

Czas na konkrety

Jednak eksperymenty muzyczne nie oznaczają wcale, że artystka chce zupełnie zapomnieć o swoich poprzednich wcieleniach. Spoken word nie jest jej pierwszą próbą sił w rapie, bo przecież niezwykle popularny w czasach swojej działalności zespół Sistars, którego była współzałożycielką, był mocno zakorzeniony w hip hopie. Po Sistars Przybysz musiała odpocząć od realizowania wokali w języku polskim. Do powrotu namówiła ją siostra, Natalia Przybysz, po obejrzeniu filmu "Zwierzogród" (Paulina nagrała piosenkę do jego polskiej wersji językowej), stwierdzając, że po prostu brakuje jej śpiewania Pauliny po polsku. W ten oto sposób młodsza z sióstr Przybysz prezentuje polski wymiar swoich tekstów światu, bo jak sama twierdzi, to właśnie teraz "ma coś konkretnego do powiedzenia".

Jolanta Kikiewicz

  • Paulina Przybysz
  • 14.12, g. 20
  • Scena na Piętrze
  • bilety: 35 i 45 zł