Kultura Poznań.pl

Muzyka

opublikowano:

Krytyczny industrial

Na kilku polskich przystankach europejskiej trasy koncertowej zespołu Kollaps, promującej ich drugi album "Mechanical Christ", Australijczycy spotykają się na scenie z łódzką legendą - Jude. Jedno z tych spotkań wypadnie we wtorek 3 września, w Klubie U Bazyla.

.
Kollaps, fot. materiały prasowe

Kollaps i Jude razem to zestawienie, na które zapewne samodzielnie byśmy nigdy nie wpadli - a jednak brzmi tak doskonale, że pozostaje zapytać: dlaczego dopiero teraz? Oba zespoły przecież tak wiele łączy - nie tylko pod względem surowej i agresywnej muzycznej stylistyki, czy zamiłowania do wywoływania presji na słuchaczach, ale i zaplecza ideowego.

Przyjrzyjmy się najpierw post-industrialistom z Melbourne, którzy prowadzą działalność o wiele krócej od łodzian. Damian Coward, Robin W. Marsh i Wade Black swoją pierwszą EP-kę "Heartworm" wydali w 2015 roku, póki co niepewnie jeszcze eksperymentując, a cztery utwory zebrane na albumie sprawiały wrażenie propozycji niespójnej i nie do końca przemyślanej. Przełomem stał się rok 2016 i pełnowymiarowy debiut "Sibling Lovers", który przybrał formę konceptualnego albumu. Kollaps formalnie postawił w nim na destrukcję konwencji typowego zespołu złożonego z gitarzysty, basisty i perkusisty, inkorporując do swego instrumentarium obiekty mające charakter odpadów i części stosowanych w typowych, fabrycznych procesach produkcyjnych maszyn, jak prostokątne kawałki blachy czy solidne sprężyny. Kolekcjonując je ze śmietnika i taśmy montażowej, muzycy na nowo je wykorzystują i definiują, zamieniając w obiekty brzmiące i wydając przy tym dźwięki, których nie zamierzyli raczej ich projektanci. Symboliczność tych gestów oraz industrialna metaforyka wykorzystywane przez zespół są może i wieloznaczne, ale bardzo czytelne i inspirujące.

Te odniesienia można też czytać poprzez zachowania charyzmatycznego wokalisty Wade'a Blacka, burzącego podczas koncertów granice między zespołem a publicznością, a dokonującym na sobie czynów o charakterze autoagresywnym. Artysta przed występami stara się popaść w głębię emocjonalnego zagubienia, negatywnej energii, która podczas koncertów popchnie go do scenicznej nadaktywności, ranienia swego ciała, co w przeszłości przybierało też formę prowokowania publiczności do pójścia w tym kierunku i zadania wokaliście dodatkowego cierpienia.

Tytuły płyt "Sibling Lovers" czy "Mechanical Christ" są oparte na paradoksach - bo przecież rodzeństwo nie utworzy "normalnego" związku, a Chrystus mechaniczny być nie może, bo w tej formie nie wskaże nikomu drogi postępowania. To drugie zestawienie sygnalizuje pustkę dewocjonaliów typu krycyfiks przemysłowej produkcji. Ograniczenia i zużycie sztucznych konwencji międzyludzkich i kompromitacja religii wykorzystywanej przez przesiąknięte hipokryzją i cynizmem jednostki, są dla Kollaps punktami odniesienia w ich niejednoznacznej krytyce zdegenerowanego społeczeństwa konsumpcyjnego. Ten sprzeciw wyraża się w brutalności, opresyjności muzycznego przekazu, w którym słuchacza osacza intensywny, noise'owy brud.

Z miasta Łodzi

Losy zespołu Jude rozpoczynają się w latach 90-tych, gdy jego lider Wiktor Skok postanawia zareagować na historię i przestrzeń publiczną Łodzi jako miasta, którego mieszkańcy na co dzień stykają się z przejawami antysemityzmu. Jak pisała Eliza Gaust w książce dedykowanej zespołowi "Czata. Jude 1993-2017": "Nazwa zespołu wzięła się bezpośrednio ze ścian łódzkich budynków, zamazanych swastykami i gwiazdami Dawida, które od dziecka obserwowali jego członkowie. Bliskie im były poszukiwania śladów historii i próby odzyskania pamięci o Żydach, stanowiących znaczny procent mieszkańców Łodzi aż do czasów wojny, kiedy zamknięto ich w getcie". Artyści słuchają muzyki punkowej, hardcore i industrialnej, i to ona staje się ostatecznie ich środkiem wyrazu.

Recepcji twórczości Jude przez lata towarzyszyły ambiwaletne uczucia wywoływane przez to, że artyści, podobnie jak jugosłowiańska grupa Laibach, zdecydowali się ubrać swoje krytyczne wypowiedzi muzyczne w formę przejaskrawionej apoteozy systemu i poglądów, którym zdecydowali się przeciwstawić. W byłej Jugosławii Laibach i cały kolektyw Neue Slowenische Kunst twierdzili, że są "artystami państwowymi", czemu zaprzeczała rzecz jasna władza. Z kolei Jude, sięgając w wizualiach po estetykę identyfikowaną ze sztuką i propagandą nazistowską, byli uparcie "myleni" z grupą neonazistowską - bo taka pomyłka pozwalała bezpiecznie odciąć się przypadkowym odbiorcom od ich twórczości, powtarzających pod nosem "w Polsce nie ma antysemityzmu".

Jak najlepiej ujmuje to Eliza Gaust: "Przekaz Jude to transmisja, kompulsywne wypluwanie przetworzonych bodźców, napływających z zewnątrz. Wszystko to, co pokazywane przez media - wszechobecna agresja i przemoc, totalitaryzmy i podległe im masy - obecne było w samodzielnie tworzonych przez zespół klipach wideo, w tekstach, a także w surowym brzmieniu na pograniczu hałasu. Główną ideą wydaje się być nieodwracanie wzroku od zła".

Zespół Jude od kilku lat przeżywa drugą młodość i zastrzyk nowej energii, czemu towarzyszą reedycja starych nagrań (pierwszej kasety "Ultimate Obedience") i wydanie nowych albumów - "Stat" (2015) i "Pigment" (2017). A jednak artyści bardzo rzadko występują na scenie. Ich koncerty są określane przez świadków jako wstrząsające i niezapomniane spektakle. Stąd występ w Poznaniu (pierwszy od zapewne wielu lat) może być jednym z ciekawszych wydarzeń sezonu.

Marek S. Bochniarz

  • koncert Kollaps, Jude
  • Klub U Bazyla
  • 3.09, g. 18.30
  • bilety: 30 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019