Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

Już gra Scena Robocza

W atmosferze podniosłej, prześmiewczej i nostalgicznej otwarta została w legendarnym baraku przy Grunwaldzkiej Scena Robocza - nowy alternatywno-repertuarowy teatr poznański.

Wodzirej Adam Ziajski, fot. Scena Robocza
Wodzirej Adam Ziajski, fot. Scena Robocza

Inicjatorami przedsięwzięcia są artyści związani z Teatrem Strefa Ciszy (który użycza swojej barakowej siedziby) oraz z innymi poznańskimi offowymi zespołami teatralnymi. Scena będzie dla nich miejscem prób, warsztatów, wykładów, projekcji spotkań i prezentacji. Ważna część jej programu to rezydencje artystyczne, które zwieńczą kolejne premiery.

Otwarcie na trzy akordy

Na podwórku przed barakiem przy Grunwaldzkiej 55 zaroiło się w piątkowy wieczór od transparentów. Wciąż można je oglądać na "Wystawie transparentu poinauguracyjnego": "Barak na prezydenta", "Prorocza Scena Robocza", "Scena Robocza klejnotem wiedzy i poznania", "Scena robocza placem manewrowym polskiego teatru", "Miasto bez krocza, a Scena Robocza", "Artyści do pracy, widzowie do widzenia", "Scena Robocza zawsze ochocza", "Precz z Komuną", "Oddajcie Kaponierę", "Naród sobie, Scena tobie", "Ludzie, nie róbcie Scen", "Artyści pany", "Teatry w Tatry", "Premierzy i prezydenci" (tu skreślono literkę "z" w pierwszym słowie i literkę "p" w drugim).

Inauguracyjna publiczność została tymi transparentami obdarowana i wciągnięta w sam środek akcji otwierania. Mistrzowie teatralizowania rzeczywistości spod egidy Strefy Ciszy przygotowali aż 20 wstęg do przecięcia i równie wiele zestawów przecinających. Były więc nożyczki chirurgiczne, biurowe i fryzjerskie, był sekator i brzytwa, liczne noże, a na finał nawet piła mechaniczna, której użył Adam Ziajski (jako wodzirej ubrany w biały garnitur z czerwonym goździkiem w butonierce). Każdy mógł wstęgi przecinać, więc cięli niemal wszyscy: przedstawiciele władz lokalnych (jedyną ich reprezentację stanowili radni z klubu PiS: Szymon Szynkowski vel Sęk i Krzysztof Grzybowski), a także uczeni i studenci, artyści i artystki, dziennikarze i dziennikarki, działacze i działaczki, animatorzy i animatorki, matki i ojcowe, a także internauci oraz mieszkańcy poznańskich dzielnic. Kiedy ostatnia wstęga została przecięta, na baraku zabłysły lampki choinkowe, z frontu opadła zasłona ukazując szyld Sceny Roboczej, publiczność zapaliła zimne ognie, z głośników popłynął nieśmiertelny polski hit "Kochajmy się" i zaserwowano wino czerwone w słoikach po musztardzie.

Było uroczo, bezpretensjonalnie, serdecznie, spontanicznie, kameralnie i... trochę jednak nostalgicznie, a nawet smutno, bo gdzieś w tle unosił się żal, że nie udało się zrealizować znacznie większego projektu sceny roboczej na Wildzie. Cóż, lepsza "Scena ciasna, ale własna" niż brak sceny. Smutki rozwiał ostatecznie koncert gościa specjalnego wieczoru - Patyczaka, znanego też jako jednoosobowy zespół Brudne Dzieci Sida, który zagrał na punkową nutę kilka swoich piosenek (nieśmiertelne "Trzy akordy") i opatrzył je (jak zawsze) kabaretowymi komentarzami.

Pierwszy akord teatralny

Dzień później odbyła się pierwsza premiera pierwszych rezydentów Sceny Roboczej - Komuny Warszawa. Jakiś czas temu Komuna Otwock - jedna z najciekawszych polskich grup wyrastających z nurtu alternatywnego - przeprowadziła się do Warszawy, zmieniła nazwę, ogłosiła manifest, z którego wynikało, że ich społeczno-artystyczny eksperyment należy uznać za zakończony porażką, bo nie udało się zrealizować celów, które artyści postawili sobie na początku tej drogi. - Nie zmieniliśmy rzeczywistości za pomocą sztuki, nie umieliśmy wpłynąć na społeczność Otwocka, nie weszliśmy do rady miasta, nie byliśmy w stanie realizować naszych ideałów, dziś zajmuje nas przede wszystkim teatr, którego nie traktujemy jednak jako działalności zarobkowej, bo każdy z nas ma inny zawód i inną pracę, z której się utrzymuje - opowiadał po poznańskiej premierze lider Komuny, Grzegorz Laszuk.

Ich premierowy spektakl "Dlaczego muzyka jest lepsza?" utrzymany jest we właściwej dla zespołu konwencji performatywnego eseju. Tym razem polega on przede wszystkim na trudnych (głównie dla uszu) eksperymentach dźwiękowych, w których artyści biorą na warsztat różne aspekty muzyki, sięgając aż do jej metafizycznego znaczenia dla powstania świata: jego "pierwszego akordu". Czwórka wykonawców (Alina Gałązka, Julia Kubica, Grzegorz Laszuk i Bartek Rączkowski) używa na scenie spowitej gąszczem kabli, własnego (także przetworzonego) głosu, smyczków, którymi wodzi się po różnych przedmiotach, gramofonów z własnoręcznie wytłoczonymi płytami winylowymi, perkusyjnych pałek... Można by odnieść wrażenie, że zespół postanowił na własnej (i widzów) skórze praktykować teorie Johna Cage'a czy Theodora Adorno. Oprawia je także w liczne własne konotacje dotyczące odczuwania dźwięku, wytwarzania go, nadawania mu znaczeń, interpretowania. W jednej ze scen artyści używają zdjęć dokumentalnych z brutalnej akcji likwidowania skłotu na poznańskim św. Wojciechu. To dowód na to, że nie da się oddzielić sztuki od polityki czy jeszcze jeden dźwiękowy "ozdobnik" eksperymentalny? Spektakl nie przynosi odpowiedzi na to pytanie.

Z poznawczego punktu widzenia można premierę Komuny uznać za ciekawą, wartą dyskusji. Zdecydowanie bardziej wolałabym jednak wziąć w niej udział jako uczestnik warsztatów niż jako widz. Bardzo jestem za to ciekawa ich wcześniejszego spektaklu - "Sierakowskiego" - który będziemy mogli zobaczyć w Poznaniu w grudniu podczas festiwalu "Maski".

Premierowa publiczność przeniosła się po przedstawieniu oraz dyskusji na temat sztuki i polityki do Winiarni pod Czarnym Kotem na rogu Wolsztyńskiej i Marcelińskiej, gdzie trwał jeszcze (i trwał, i trwał...) kończący sezon ogródkowy koncert poznańskiego zespołu TsiGunz. Artyści brawurowo dęli w dęte instrumenty, a goście nie ustawali w tanecznych pląsach, które przeniosły się na chodnik. - Ech... Następnym razem będziemy grali tak, jak oni, a nie bawili się w eksperymenty, bo muzyka naprawdę jest lepsza - żartowali członkowie Komuny Warszawa.

Kolejne sceniczne akordy

We wrześniu na Scenie Roboczej czeka nas jeszcze "Smacznego" Teatru Strefa Ciszy (29 i 30.09, g. 17). W październiku zaś - premiera spektaklu "Tragedia w lumpeksie. Czyli opowieść o przeciętnym Polaku (i Polce)" w wykonaniu kolejnych rezydentów: poznańskiego tercetu Elsner_Kapral_Pawełska.

Ewa Obrębowska-Piasecka

  • "Dlaczego muzyka jest lepsza?" Komuny Warszawa
  • premiera 22.09, g. 19
  • Scena Robocza
  • ul. Grunwaldzka 55 (barak 1)