Kultura Poznań.pl

Historia

opublikowano:

Oni żyją w nas

O projekcie "Fira - fotografie poznańskich Żydów" opowiada Andrzej Niziołek.

.
Od prawej: Maks Brandt, Fira Mełamedzon, jej mama Rachela i kuzyn Jerzyk Dymant. Poznań ul. Nowa (obecnie Paderewskiego), lipiec 1934. Fot. archiwum F. Mełamedzon-Salańskiej

Sylwia Klimek: Przywiozłeś z Jerozolimy ogromny, bo liczący ponad 700 zdjęć, zbiór fotografii Żydów, mieszkańców przedwojennego Poznania. Ich właścicielką jest poznanianka Fira Mełamedzon-Salańska, dziś prawie 99-letnia, która tuż przed wojną wyjechała z rodziną do Palestyny. Jak spotkałeś Firę?

Andrzej Niziołek: W 2006 r., podczas pobytu w Jerozolimie, szukałem zdjęć na wystawę o poznańskich Żydach organizowaną w ratuszu. Tamara Sztyma, jej kuratorka, wiedziała, że wyjeżdżam do Izraela, i prosiła mnie o to. W Poznaniu zachowało się mało fotografii Żydów z okresu międzywojennego. W Jerozolimie zapytałem o nie innego poznaniaka, Noacha Lasmana, a on w odpowiedzi zaprowadził mnie do Firy. Ostrzegał tylko, że gdy pani Fira zacznie wspominać, trudno jej przerwać. Muszę uzbroić się w cierpliwość. Poszliśmy, pani Fira przyjęła mnie bardzo serdecznie, dostałem herbatę i pokazała mi albumy. Zacząłem je przeglądać i - tak jak zapowiadał pan Noach - słuchać, bo każda fotografia wywoływała u niej wspomnienie...

Podczas następnej wizyty zacząłem część z tych zdjęć fotografować swoim amatorskim aparatem. Ale musiałem przerwać, miałem inne spotkanie. Wróciłem do pani Firy dwa dni przed wyjazdem. I był to wieczór niezwykły. Od godzin popołudniowych aż do pierwszej w nocy fotografowałem album za albumem, zdjęcie po zdjęciu, a Fira siedziała przy mnie, patrzyła na zdjęcia i opowiadała, opowiadała...

Te zdjęcia zostały mi w pamięci. Chciałem z nimi coś zrobić, żeby przetrwały, żeby opowieść o ludziach na nich przetrwała. Ponownie pojawiłem się w mieszkaniu pani Firy - już nie sam: współautorką książki została mieszkająca i pracująca w Izraelu Ksenia Kosakowska, "polska wnuczka" Firy - jesienią 2012 r.

Co znalazłeś w tych albumach?

Twarze ludzi, którzy mieli swoje imiona i nazwiska, mieli swoje życie. Poznańscy Żydzi w pamięci dzisiejszego Poznania są anonimowi. A tu widziałem konkretnych ludzi i ich konkretne losy. Żydów i Polaków, przyjaciół albo adoratorów Firy zauroczonych wdziękiem tej dziewczyny. Książka, która z tych wspomnień powstała, Fira. Poznańscy Żydzi. Opowieść o życiu, przywraca tamtą społeczność i pozwala ich zobaczyć w codziennym życiu, uchwyconych na tle Poznania, którego też dawno już nie ma. Fira przyjechała do Poznania w 1927 r. Urodziła się w Rosji, skąd wraz z rodzicami uciekła po bolszewickiej rewolucji. Ojciec Firy, Abram Mełamedzon, przyjechał do Poznania już w 1923 roku i otworzył tu sklep z męskimi ubraniami przy Starym Rynku 64. Fira była jego oczkiem w głowie, ukochaną jedynaczką. A ponieważ była czarująca i ładna, z dość zamożnej rodziny i cieszyła się życiem - w jej opowieści ogromną rolę odgrywają miłość, romans, flirt. Tematem jej opowieści jest młodość, a bohaterami zdjęć w większości ludzie młodzi, którzy dopiero zaczynają układać sobie życie: szukają miłości, studiują, bawią się, planują przyszłość. Patrzymy na nich z bliska, widzimy ich twarze, poznajemy imiona, dowiadujemy się, gdzie mieszkali. Maks Brandt, Balka Auerbach, Mira Lederówna, Felek Mornel, Adek Lewin, Józio Lustyk... - dzięki tej żywej relacji przestają być obcy, niemi.

Polskich Żydów wspomina się dziś głównie w kontekście Holocaustu. Tymczasem tutaj mamy do czynienia z materiałem, któremu Holocaust, owszem, wyznacza tragiczne ramy, ale to opisane w nim życie - pełne energii i uczuć, choć potem brutalnie przerwane i zdławione - jest ważniejsze. Dzięki żywej pamięci poniekąd nawet zwycięskie.

Przed wojną w Poznaniu żyło ok. 3 tys. Żydów - nieco ponad 1 proc. mieszkańców miasta. Bardzo mało. Niemal wszyscy zginęli. Tym bardziej ważne jest świadectwo pani Firy, jednej z nich. Cud, że prawie siedemdziesiąt lat po wojnie ktoś takie bezpośrednie świadectwo mógł jeszcze dać.

Jak Fira Mełamedzon opowiada o Poznaniu?

Nie ocenia, nie interpretuje z perspektywy czasu. Po prostu relacjonuje. Kiedy mówi np. o tutejszym antysemityzmie, to tak: "Ojciec zabrał kiedyś mnie i moich przyjaciół do kina Słońce. Poszliśmy całą grupą Żydów. Tatuliński [tak Fira zwracała się do swojego ojca - przyp. red.] kupił dla wszystkich bilety - ale nie dla wszystkich razem, tylko oddzielnie, po dwa, trzy w różnych miejscach sali. Wchodziliśmy do środka też osobno. Gdybyśmy pojawili się dużą grupą, Polacy mogliby zacząć głośno mówić: »O, Żydzi wybrali się na film!«. Mogłyby pojawić się nieprzyjemne docinki".

Pani Fira mówi, jak było, jak zapamiętała, nie komentuje z perspektywy Zagłady. I to jest chyba najciekawsze i najważniejsze. Jej życie w Poznaniu było raczej radosne i dobre, dużo o nim opowiada - ale gdy jej przyjaciele, żydowscy studenci, musieli opuścić Uniwersytet Poznański, bo panowało na nim getto ławkowe i byli szykanowani - to też nam o tym mówi.

Co do historii międzywojennego Poznania dopowiadają zdjęcia pani Firy?

Historyczne źródła dotyczące poznańskich Żydów tamtego okresu nie są jeszcze dobrze zbadane. Na pewno jednak nie zachowało się zbyt wiele fotografii, mało jest podobnych relacji - nie ma żadnej o takim charakterze i tak bogatej fotograficznie. Poznań miał swoją własną, odrębną od innych pozaborowych dzielnic Polski społeczność Żydów. Bo najczęściej, kiedy mówimy o polskich Żydach, to widzimy takich, jacy w większości żyli w Galicji czy Kongresówce: w chałatach, z pejsami, mówiących w jidysz, chodzących do synagogi. A poznańscy Żydzi byli w całości Żydami typu zachodnioeuropejskiego: zasymilowanymi kulturowo i językowo, zachowującymi swoją religię, ale nieortodoksyjnymi.

Młodzi mówili po polsku, czytali polskie książki, chodzili do polskich kin, opery, żyli jak wszyscy inni. Fotografie i wspomnienia pani Firy dobrze pokazują tę ich specyfikę. To prawdopodobnie jedyna i ostatnia tak obszerna, bogato ilustrowana opowieść świadka tamtego życia, która Poznaniowi się trafia. Kraków czy Warszawa mają takich świadectw wiele - Poznaniowi dotychczas ich brakowało.

Parę miesięcy temu uruchomiona została strona projektu: www.fira1915.pl. Niedługo ukaże się książka-album z fotografiami i wspomnieniami Firy. W planach jest także wystawa części tych zdjęć w Bibliotece Raczyńskich, a Fundacja Barak Kultury zrealizowała spektakl "Toast" na podstawie zebranego przez Ciebie i Ksenię Kosakowską materiału. Sporo działań zainspirowały stare albumy Firy.

Taki jest w nich potencjał, że budzą różne pomysły u różnych ludzi, którzy się z nimi stykają. Gdybym miał spisać wszystkich, którzy do tego projektu się dołożyli, byłoby to pewnie kilkadziesiąt nazwisk. Zaczynaliśmy z Ksenią tę pracę we współpracy z Barakiem Kultury i Przemek Prasnowski pomyślał wtedy o spektaklu. Teraz realizujemy projekt z Fundacją Synagoga Nowa - Centrum Dialogu pani Alicji Kobus, przewodniczącej gminy żydowskiej w Poznaniu. Tomek Adamski z Wydawnictwa Exemplum jest jednym z autorów projektu graficznego książki oraz pomysłodawcą i realizatorem strony internetowej. Wielkopolski Urząd Marszałkowski i Urząd Miasta Poznania doceniły rangę projektu, przyznając mu duże dotacje w konkursach ofert. Przechowane przez panią Firę zdjęcia i wspomnienia są na tyle niezwykłe, że inspirują różnych ludzi w różnych kierunkach.

Wierzę, że na publikacji książki się nie skończy. Być może w jej następstwie odnajdą się potomkowie Polaków, a może również osoby wiedzące coś o losie Żydów obecnych na tych zdjęciach. Może nierozpoznani zostaną rozpoznani, a o losach zaginionych czegoś się dowiemy? Może ten materiał będzie inspirował innych do kolejnych działań: historycznych czy artystycznych?

Dla Firy - czym jest ten projekt?

Ona czeka na książkę. Dopytuje, kiedy będzie. Myślę, że to jakby podsumowanie jej życia. Gdyby nie to, co robimy, kto wie, być może nie byłoby jej już wśród nas. A na pewno dziś zebranie tego materiału nie byłoby możliwe - zdążyłem w ostatniej chwili.

Fira przechowywała te zdjęcia i zachowywała pamięć o ludziach na nich, bo to była jej radosna młodość. Ale jest i drugi powód: w maju 1939 roku wyjechała do Jerozolimy i ocalała. Ci, którzy są na fotografiach, w większości zginęli. Te najzwyklejsze, pamiątkowe albumy stały się dokumentami istnienia i ona to czuła i rozumiała. Kultywowała pamięć o nich, bo - jak powtarzała mi parę razy - "Dopóki ja żyję, oni żyją we mnie. Kiedy umrę, oni ponownie umrą ze mną". Teraz już nie umrą.

A czym jest dla Ciebie?

Zmarłych i żywych obcowaniem - chyba tak należałoby powiedzieć. Przejrzeniem się w innych ludziach - poza ograniczeniami czasu. Dlaczego interesuje mnie życie, które minęło? Bo tak naprawdę wydaje mi się, że nie minęło, cały czas jest odnawiane i powtarzane. W innych szatach historycznych, w innym sztafarzu obyczajowym, społecznym - ale z tą samą powtarzalną ludzką naturą i listą podstawowych potrzeb i pragnień człowieka. Z pokolenia na pokolenie.

Rozmawiała Sylwia Klimek

  • Album "Fira. Poznańscy Żydzi. Opowieść o życiu" Andrzeja Niziołka i Kseni Kosakowskiej ukaże się wiosną nakładem Wydawnictwa Exemplum. Równocześnie z nim w Bibliotece Raczyńskich zostanie otwarta wystawa zdjęć z albumów Firy Mełamedzon-Salańskiej, a pozostałe fotografie oraz wspomnienia i nagrane wywiady z Firą będą dostępne na działającej już stronie: www.fira1915.pl

Andrzej Niziołek ur. 1963, były dziennikarz, autor wystawy Zatrzymani w spojrzeniu. Wielkopolan album rodzinny - fotografie do roku 1919, obecnie redaktor i autor książek. Mieszka w Poznaniu.