Kultura Poznań.pl

Film

opublikowano:

PROSTO Z EKRANU. Wszystkie oblicza Maradony

Kiedy w 1984 roku przechodził z Barcelony do Neapolu, chciał dla siebie domu, lecz dostał tylko mieszkanie. Zażyczył sobie ferrari, ale dostał fiata. Mimo to Diego Maradona w zaledwie kilka lat dla tamtejszych kibiców stał się bogiem, wynosząc broniący się przed spadkiem klub do piłkarskiego nieba. Wykorzystując ogromną siłę charakteru, wdarł się na sam szczyt, by następnie przez swoje słabości zaliczyć spektakularny upadek.

.
fot. materiały dystrybutora

Po "Sennie" i "Amy" Asif Kapadia domyka swoją dokumentalną trylogię o ikonach popkultury filmem o jednym z najlepszych piłkarzy w dziejach, zatytułowanym po prostu "Diego". Tytuł jest nieprzypadkowy - podobnie jak w poprzednich obrazach, brytyjski reżyser pokazuje dwoistość swojego bohatera. Diego to bowiem według niego skromny, lecz utalentowany, pochodzący z argentyńskich slumsów chłopak, za którym warto byłoby pójść do piekła. Maradona to z kolei wielka gwiazda piłki nożnej, jednocześnie bohater i oszust, porównywany przez wierzących kibiców do Boga, a przy okazji kokainista wchodzący w konszachty z włoską mafią. Choć ostatecznie to ta druga postać stanie się dominująca, to jednak Kapadia umiejętnie drąży temat, by w kilku błyskach z przeszłości zajrzeć pod maskę idola i ukazać tego pierwszego - młodzieniaszka z zawadiackim uśmiechem i ogromną determinacją, troszczącego się o liczną rodzinę, która przez wiele lat nie miała nawet dostępu do bieżącej wody.

Sama opowieść rozpoczyna się w 1984 roku, kiedy Maradona trafił do Napoli - klubu z biedniejszego południa Włoch, pogardzanego przez wielkich piłkarskich potentatów i ich kibiców. Przez miejscowych został przywitany niczym zbawiciel, zresztą nie minęło wiele czasu, by młodzi fani zaczęli wieszać plakaty z jego wizerunkiem tuż obok obrazów Chrystusa. W tamtych sfiksowanych latach osiemdziesiątych, w których Włochy - przynajmniej w obiektywie Kapadii - stały pod znakiem świętej trójcy: Boga, rodziny i futbolu, Maradona osiągnął wszystko, co mógł, łącznie ze zdobyciem Pucharu UEFA oraz, już z reprezentacją Argentyny, wygraniem mistrzostw świata.

Jednak ci, którzy wynieśli go na ołtarze, potrafili go też z nich brutalnie zrzucić. Bezpośrednią przyczyną stał się mecz Argentyny z Włochami, w którym Maradona pogrążył włoską reprezentację, eliminując ją w półfinale mistrzostw świata '90. - o zgrozo - na stadionie Sao Paolo w Neapolu, gdzie na co dzień grywał. Od tego momentu film staje się dużo mroczniejszy - choć już wcześniej przewijały się w historii mafia i polityka, to teraz to one narzucały swoją narrację i za sprawą kontrolowanych przez siebie mediów z bożyszcza mas uczyniły wcielonego diabła. To był początek końca wielkiego piłkarza, chociaż paradoksalnie z filmu Kapadii można odnieść wrażenie, że tak unikalna i pełna wzlotów kariera nie byłaby możliwa bez tego brutalnego domknięcia, które wkrótce nastąpiło - być może Włochy, w których wielka i powszechna bogobojność przeplatała się z bezkompromisowym rasizmem, mafijnymi porachunkami i wszechobecną korupcją polityczną, były w tamtym okresie jedynym miejscem na ziemi wystarczająco szalonym, by tamtejsi mieszkańcy byli w stanie umieścić człowieka na boskim piedestale, a następnie w jednej chwili strącić go w otchłań piekła.

"Diego" to w pierwszej kolejności film dla fanów futbolu. Jednak całość ogląda się tak znakomicie, że i miłośnicy dziesiątej muzy będą w stanie rozsmakować się w opowieści. Choćby tylko z tego powodu, że z wypiekami na twarzy śledzi się nie tylko bohatera, ale również to, co dzieje się w tle. Ogromne piłkarskie święta przeplatane aktami nienawiści (neapolitańczycy byli wyzywani przez kibiców bogatych klubów z północnych Włoch od ścieków i brudasów), mecze o stawkę większą niż mistrzostwo świata (reprezentacje Argentyny i Anglii spotkały się w MŚ'86, kiedy nie okrzepł jeszcze konflikt polityczno-militarny o Falklandy między tymi krajami, a Maradona zdobył wtedy bramkę słynną "ręką Boga"), polityka, mafia, pieniądze, narkotyki - wszystko to sprawia, że dokument Kapadii ogląda się niczym rasowy thriller z mrożącymi krew w żyłach zwrotami akcji. A na pierwszym planie postać bezsprzecznie fascynująca i niejednoznaczna: Diego (i) Maradona, bóg i diabeł, bohater i oszust, geniusz i ćpun - człowiek, którego ludzie pokochali równie mocno, co znienawidzili.

Adam Horowski

  • "Diego"
  • reż. Asif Kapadia

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019