Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

(A)symetria kultury

Jeśli wierzyć fizykom, to natura naszego świata poczęła się w wyniku spontanicznego łamania symetrii pól kwantowych, a odkryte miesiąc temu bozony Higgsa nadały powstającym cząstkom stosowne masy. Symetria jest jednak nadal jedną z kardynalnych zasad organizacji świata fizycznego. A w świecie sztuki i kultury?

A. Szczuciński, rys. Daria Mielcarzewicz
A. Szczuciński, rys. Daria Mielcarzewicz

Gdyby sięgnąć do klasycznych ideałów piękna, to znajdziemy idee harmonii, symetrii, ładu. To klasyczne wyobrażenie dominowało ponad dwa tysiące lat, a i dzisiaj w odbiorze sztuki dla wielu z nas ma znaczenie zasadnicze. Sztuka współczesna rozwija się jednak przez zaprzeczenie wartości estetycznych. Ważniejszy jest wstrząs niż piękno, wstrząs społeczny, estetyczny, emocjonalny, czasami obyczajowy, bywa, że tylko rozgłos.

Jak karmić wszystkożercę?

Ten stan rzeczy: brak zgody co do wartości godnych pielęgnowania, koniecznych dla edukacji kulturalnego człowieka, stanowi podłoże głównego dylematu wspólnotowych (państwowych, samorządowych, społecznych) działań w zakresie kultury. Co ważniejsze: kontynuowanie tradycji czy wspieranie nowego, edukacja według jakiegoś wzorca czy indywidualizm bez wyraźnych ram estetycznych? Zygmunt Bauman porównuje współczesnego konsumenta kultury do wszystkożercy, człowieka biegnącego z tym samym entuzjazmem na klasyczny spektakl operowy i koncert grupy rockowej, zatraca się bowiem podział na kulturę wyższą i niższą, elitarną i masową. Urynkowienie kultury w czasach konsumpcyjnego nastawienia do świata wymieszało wartości, modele, nastawienia. Dylemat ludzi związanych z dzieleniem funduszy publicznych jest więc zasadniczy. Czy opowiedzieć się za oświeceniowym przesłaniem kształcenia kulturalnego (nie tylko poprzez oświatę), czy poprzeć dominujące wśród ogółu konsumentów oczekiwanie rozrywki, głośnego zdarzenia. Czy wspierać instytucje kultury podtrzymujące tradycyjne wartości, czy za wartość uznać to co nowe, nawet jeśli szybko przemijające. W tym kontekście pytania o formy mecenatu miasta nad kulturą mają zasadniczy charakter. Także w Poznaniu.

Tradycja czy nowoczesność?

Przedstawiciele środowisk artystycznych podkreślają znaczenie kultury dla rozwoju społecznego, usilnie zabiegają o większe środki samorządowe. Różnią się co do wartości poszczególnych dziedzin sztuki, spora grupa uznaje, że nastał czas na nowatorstwo instytucjonalne, estetyczne, a także na zwiększenie wpływu ludzi kultury na decyzje związane z miejską polityką kulturalną. Najbardziej aktywni z nich prezentują swoistą postawę oświeceniową, chcieliby edukować odbiorców, kształtować ich gust estetyczny. Tyle, że prezentują rozmaite szkoły artystyczne i estetyczne. Czy samorząd miasta ma wspierać wszystkie czy niektóre z nich? Z kolei wśród osób wybranych do władz samorządowych dominuje raczej tradycyjne nastawienie do kultury, bardziej zachowawcze, być może bezpieczniejsze dla instytucji kultury. Niektórzy z nich swoją kulturalną misję oświeceniową łączą z ideowym przesłaniem nawiązującym do wartości etycznych chrześcijaństwa, jakiejś odmiany wartości socjalistycznych lub liberalnych. Niewątpliwie ten pluralizm (jakoś oddający nastroje społeczne mieszkańców) nie ułatwia wyborów w zakresie polityki kulturalnej. Pozostaje zgodzić się na szczególną symetrię pomiędzy tradycyjnymi (też różnie pojmowanymi) a nowymi (zupełnie zróżnicowanymi) formami kultury. Oznacza to z jednej strony obronę tradycyjnych instytucji kultury, nawet wbrew modzie. Często dopiero po dłuższym czasie widać dobrodziejstwa takiego uporu. Dobrym przykładem jest obrona bibliotek, które zdawały się, wedle niektórych, być już niepotrzebne. Ale oznacza to też mecenat nad nowymi inicjatywami, nurtami artystycznymi. Nikt jednak nie wymyślił metody selekcji nowości. Według jakich kryteriów je wspierać: rezonansu społecznego, marketingu miejskiego, opinii krytyków, opinii środowiska artystycznego? Najczęściej łączy się te aspekty, gubiąc być może ciekawe inicjatywy. Rzecz jasna, nie ma i raczej nie będzie symetrii między nakładami finansowymi miasta nad tym, co już jest tradycją (zupełnie nowatorskie teatry offowe po instytucjonalizacji stają się elementem tradycji), a tym co nowością.

Środki publiczne, środki prywatne

Warto przy tym przypomnieć, że miasto jest tylko jednym z możliwych mecenasów kultury. W opinii społecznej, także niektórych środowisk artystycznych, dominuje jednak pogląd o szczególnej odpowiedzialności miasta za jego oblicze kulturalne. Tymczasem samorząd znajduje się wewnątrz zderzających się sił: zapotrzebowania konsumentów (niekoniecznie preferujących dziedziny oczekiwane przez artystów), aktywności artystów, biznesu artystycznego i rozrywkowego. I to zderzenie jest bardziej istotne od aktywności samorządu, który może spełniać rolę katalizatora, stwarzać sprzyjający artystom klimat, być inicjatorem niektórych zdarzeń. Większość codziennych spotkań poznaniaków z kulturą dzieje się poza samorządem. Po pierwsze są to przekazy telewizyjne, internetowe i radiowe, seanse filmowe i koncerty w zdecydowanej większości dziejące się bez wsparcia miasta, to rynek płytowy, księgarski, plastyczny, to aktywność kulturalna w klubach, pubach i setki różnych inicjatyw społecznych. Kiedy przegląda się zestaw zdarzeń kulturalnych dziejących się w Poznaniu, uderza ich rozmaitość i liczba. "Wszystkożernemu" konsumentowi kultury może nie wystarczyć czasu, by robić cokolwiek poza udziałem w tych zdarzeniach, a musi na to także zarobić. Osiągnęliśmy stan przesilenia. Stosunkowo niezbyt wysoka średnia aktywność kulturalna mieszkańców Poznania nie wystarcza dla satysfakcjonującego "obsadzenia" wszystkich propozycji. Pojawił się rynek konsumencki nawet w stosunku do darmowych imprez. Rozwój kulturalny miasta możliwy jest przy wzroście aktywności kulturalnej mieszkańców, co biorąc pod uwagę dane europejskie, jest możliwe. Dwukrotny wzrost aktywności konsumentów pozwoli na zwiększenie prawie o dwa razy grupy ludzi pracujących w kulturze. Tyle, że stan taki możliwy będzie przy wzroście zamożności mieszkańców i wzroście nakładów publicznych na kulturę. Ta swoista symetria przypomina z całą mocą, że wszystkie sztuczne (polityczne, biurokratyczne) sposoby zwiększania potencjału kultury rozwiewają się w zderzeniu z praktyką codziennej aktywności konsumentów i artystów.

Uspołecznione i indywidualne

Co więc może zrobić samorząd miasta? Podtrzymać poprawiającą się opinię o potencjale kulturalnym Poznania, nie umniejszać wsparcia finansowego kultury, usprawniać społeczny wpływ na decyzje władz miejskich, stosować konsekwentnie zasady przyjęte w działalności kulturalnej (np. jeśli konkursy na dyrektorów instytucji, to wszędzie, jeśli odstępstwa od nich, to wedle jednej zasady, inaczej oznacza to - dopuszczalną prawnie - instrumentalizację polityki kadrowej wedle wyobrażeń osoby lub grupy osób siłą rzeczy związanych z jakąś opcją kulturalną, by nie rzec polityczną). Polskie rozwiązania samorządowe zawierają pewną szczególną asymetrię, dużo władzy dla jednoosobowego organu zarządzającego i spore oczekiwania różnych grup w sprawie uspołecznienia decyzji. Dotyczy to także kultury. Jak znaleźć instytucjonalne rozwiązanie dla wydawania publicznych pieniędzy na duże festiwale? Nawet jeśli znajdziemy w miarę satysfakcjonujące systemowe wyjście, zawsze pozostaną jeszcze dylematy związane z tym, że ostateczny kształt dzieła sztuki ma zawsze indywidualne piętno artysty, nawet w pracy zespołowej ostatecznie decyduje reżyser, dyrygent, a jego społeczny odbiór demokratycznie sprawdzają konsumenci. W zarządzaniu kulturą samorządową chcielibyśmy jednak uspołecznionej (a przynajmniej eksperckiej) decyzji, co biorąc pod uwagę rozmaitość propozycji, poglądów, dysproporcję zasobów do oczekiwań zdaje się zawsze rodzić spore niezadowolenie. Może ono być osłabione sukcesem wspartych inicjatyw. Szczęśliwie zdarza się to stosunkowo często.

Siła różnorodności

Cechą charakterystyczną samorządowego działania może więc być symetria między różnymi dziedzinami sztuki, formami aktywności, grupami odbiorców. Różnorodność opinii i oczekiwań społecznych wymaga rozmaitości działań samorządu. Głównym jej wyznacznikiem może stać się aktywność grup zawodowych i społecznych. Rysuje się bowiem w Poznaniu pewien rodzaj dosyć jeszcze słabej symetrii między poziomem aktywności a poziomem publicznego wsparcia. Słabej, bo większość aktywna nie jest, a wsparcie publiczne w dominującej mierze realizuje się wedle tego, co zastane. Zacząłem tekst od zdania o łamaniu symetrii. Jak w fizyce, tak i w życiu społecznym, złamanie symetrii oznacza pojawienie się nowego. Nowa jakość poznańskiej kultury także oznacza łamanie symetrii, przesunięcie obszarów mody kulturalnej, zmianę edukacji kulturalnej, inne akcenty wsparcia dotacyjnego ze strony samorządu. Warunkiem podstawowym jest jednak zachowanie rozmaitości: formalnej, estetycznej, instytucjonalnej, ideowej. Ta różnorodność stanowi o sile kulturalnego fermentu, o wieloosiowej symetrii kultury, a tym samym o sukcesie kulturalnej polityki miasta.

Antoni Szczuciński

Prof. Antoni Szczuciński (ur. 1950 r. w Krzywej) fizyk i filozof, autor ponad 100 prac naukowych, zainteresowany zwłaszcza filozofią fizyki i kosmologii oraz polityki, wykłada na UAM i w WSNHiD, przewodniczący komisji kultury Rady Miasta, należy do SLD oraz Towarzystwa Miłośników Miasta Poznania, słynie ze stoickiego spokoju i pogodnego dystansu do świata i siebie.